Nieszczęście 1
W sobotę umówiłam się z R. że przyjdzie po mnie do szkoły, bo kończyłam zajęcia przed 18, a sama po ciemku jeździć nie chcę. Wszystko przez wzgląd na dziurawe chodniki, na których z racji ciemności wolałabym się nie wyłożyć. Przyszedł więc i wziął ze sobą Kubelusza i Szyszkę na hulajnogach, co by się wyszaleli się przed spaniem (ostatnio mają jakieś głupawki wieczorami). Nie zdążyli jeszcze dobrze odejść od domu gdy Kubeluszowi zblokowało się tylne kółko i jak to mówił "zaliczył glebę". Już w drodze powrotnej coś pomrukiwał, a gdy weszliśmy do domu i poszedł do łóżka zamiast przed telewizor jak to ma w zwyczaju, już wiedzieliśmy, że coś jest nie halo. Zdjęłam mu bluzkę mimo protestów; jedna ręka wyglądała w sumie normalnie, ale druga jakoś dziwnie krzywa, mimo że wszystkimi palcami ruszał, to na buzi już zieleniał. Powiedziałam R. żeby się do matki dobijał na komórkę, obłożyłam młodemu rękę knedlami z zamrażarki zawiniętymi w ręcznik (nic lepszego do głowy mi nie przyszło), zaaplikowałam połówkę paracetamolu ( połówkę tabletki dla dorosłego, które w torebce miałam - nie wiem jak w domu gdzie jest 2 dzieci, może nie być dla nich leków, ale u mojej matki już chyba naprawdę nic mnie nie zaskoczy) i czekaliśmy na matkę, która na szczęście w domu pojawiła się w miarę szybko. Po jakiejś godzinie zadzwoniła ze szpitala, że Kubelusz ma złamane obie ręce (jak wrócili do domu okazał się, jedną z przemieszczeniem w przedramieniu, a w drugiej pękł nadgarstek). Ręce ma zagipsowane od za łokcia po palce, więc w sumie sam nie zrobi nic - trzeba go karmić, poić (tu znaleźliśmy już sposób - rurkę do napojów), przebierać i wysadzać w toalecie, więc siedzę z nim bo przecież matka do pracy iść musi. Na razie gips do przyszłego poniedziałku kiedy to ma kontrolę, ale na pewno będzie dłużej. Nudzi mu się, bo w sumie nie wiele można mu zaoferować (czytania nie lubi, na razie na zmianę ogląda bajki i słucha "Pinokia" na mp3 - lektura, dziś podobno matka na spacer go trochę weźmie, momentami widać, że mu smutno, ale cóż... - musi wytrzymać....
Nieszczęście 2
Pamiętacie jak pisałam o bolącym zębie? Poszłam wtedy do sąsiadki, która mi tylko włożyła jakiś lek w ząb, i zaleciła, by możliwie szybko iść z tym normalnie do dentysty bo ona od października zamykała działalność i w domu gabinetu już nie ma. Ząb przestał boleć, do przychodni zadzwoniłam następnego dnia, ale na termin miałam czekać 9 dni, potem 2 razy wizytę mi odwołali, i w rezultacie do dentysty idę dopiero dziś z: piekielnie bolącym zębem, zebraną sporą ilością ropy przy dziąśle i opuchniętą połową twarzy (jak się uśmiechnę albo ziewnę to ciągnie mnie od pod okiem aż do ucha a oko mam takie jakby mi ktoś ostro przyłożył) robiłam sobie już okłady, płukałam usta szałwią, próbowałam rozmasować (ze łzami lecącymi ciurkiem) ten ropny purchel z nadzieją, że pęknie albo ropa znajdzie sobie gdzieś ujście, choćby przez ten ząb, ale koniec końców i tak od paru dni jadę na tabletkach.Wizytę mam na godz. 17, matka jak mnie w sobotę zobaczyła to powiedziała, że mnie odprowadzi i odbierze (szok). I choć raczej po przychodni publicznej mogę się spodziewać bardzo niewiele to chętnie przyspieszyłabym już ten czas...
Dopisek z dnia następnego...
U dentysty siedziałam dosłownie parę minut. Babka stwierdziła, że póki stan zapalny jest i ta ropa to ona wolałaby nic nie tykać. Otworzyła mi tylko ząb żeby ta ropa miała ujście (nie bolało nic, a nic) i przepisała antybiotyk (nie obeszło się niestety; znów prawie 40zł w aptece zostawiłam...). Ulgę poczułam od razu, bo już mnie tak nie ciśnie, ale sama nie wiem, czy ta ropa schodzi czy nie bo ten purchel nadal przez policzek można wyczuć (jakoś z tego wszystkiego nie zapytałam czy mam to rozmasowywać czy coś żeby schodziło). Boleć boli, ale jakby ciut mniej...
Za tydzień za to będzie rwanie, bo ząb bardzo zniszczony (tak to jest jak się czeka ponad miesiąc na wizytę, a na prywaciarza kasy nie ma). Na szczęście za wyrwanie nic nie zapłacę i znieczulenie też darmowe. Powiem szczerze, że stracha mam nieziemskiego, bo to mój "debiut" z rwaniem zębów, tyle dobrego, że zastrzyki i inne igły już mnie kompletnie nie ruszają (przywykłam).

ładnie się młody połamał:( aż mi Go szkoda...a z zębami...no cóż tak to jest... jak bolą to czekasz,ale jak nie bolą... to też czekasz... i bądź tu dentystą:(
OdpowiedzUsuńNo to niezly pasztet,ale musze powiedziec ze mlody dzielny ,bardzo dzielny takie połamanie i nie krzyczał z bolu to jest odwazny chlopak.
OdpowiedzUsuńJesli chodzi o Twoje zeby no to tez powiem ze troszke za dlugo moja Kochana czekalas z tym bolem a co mogloby byc gorzej to juz nie wspomne .jestes odwazna ,to i rwanie zeba Cie nie przestraszy .Dasz rade i na dodatek masz odemnie buziaki
Ewa
O ja ale sobie młody narobił:/ Normalnie szkoda mi go bo rzeczywiście zanudzić się idzie bo dziecko jak to dziecko w miejscu trudno siedzieć!!!!
OdpowiedzUsuńA co do ropy to kiedyś kiedyś też mnie się takie coś przydarzyło i że się dentysty bałam to sobie przebiłam i wycisnęłam ropę :D:D:D zeszła i po dwóch dniach opuchlizny też już nie miałam ale tak robić nie wolno..
Tobie polecam płukać buźkę szałwią bo szałwia ropę ściąga
Chyba jest jakiś sezon na uszkodzone kości, ponieważ mojemu Lolkowi też pękł nadgarstek(na szczęście obyło się bez gipsu). Mam nadzieję, że Kubuś wszystko dobrze zniesie. A z tą ropą w zębie to współczuję. Tylko proszę Cię, Karolinko, nie czekaj do ostatniej chwili, aż samo Ci pęknie. Miałam tak kilka lat temu i uwież mi, to żadne miłe uczucie. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńOkrutne zdarzenie. Podziwiam Kubeluszka za to, że jest taki dzielny.
OdpowiedzUsuńA Tobie Kalu dużo odwagi życzę.
Wyrywanie zęba nie powinno boleć, ale nie zazdroszczę tego przeżycia.
Pozdrawiam Cię serdecznie :*
Szkoda biedactwa a ile ma lat ?/ Ahhh dzieci dobrze jednak ze nic powazniejszego !
OdpowiedzUsuńZ zebem to nie ciekawie ale mozna bylo sie spodziewac ze jak ropa to tylko antybiotyk a plokaj tez szalwia lub rumiankiem kochana to pomaga buziolek
Oj Kubeluszu, coś to narobił :) Pewnie jakiegoś halfpipe próbowałeś skonstruować na hulajnodze? Przede wszystkim twardy chłopak z niego, wiem jak boli pęknięcie, a co dopiero złamanie z przemieszczeniem.
OdpowiedzUsuń