19 czerwca 2013

Na głęboką wodę

Hahaha! Od poprzedniego wpisu minęło 3 tygodnie (no dobra, dobra - prawie 4). Przyznać muszę, że po ostatnich moich przerwach w blogowaniu jest to imponująco krótka przerwa międzynotkowa.
Tak w zasadzie to wpadła żem sobie tutaj po 1 przekląć na czym świat stoi to cudo techniki, o którym pisałam w poprzednim poście i po 2 potwierdzić z absolutnym przekonaniem, że widziały gały co brały, więc teraz nie ma co marudzić.

1)
Wiadomo, że "nie od razu Rzym zbudowano"; wiadomo, że "trening czyni mistrza" i że "jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz" - ale Kala jak zwykle wie lepiej... - nie żeby zaraz brawura, czy inne szaleństwa, ale uszkodziłam drzwi i siebie (z naciskiem na "siebie").
Wyjeżdżam ci ja sobie kulturalnie z domu. Wszystko ładnie, pięknie do czasu kiedy chcąc podjechać bliżej by przekręcić klucz w zamku zapominam, że żeby " to to" staneło należałoby puścić pilota. Dochodząc do finału całej akcji - zaliczyłam bliskie spotkanie trzeciego stopnia z drzwiami, na czym ucierpiała moja prawa noga i od tygodnia boli mnie w zgięciu stopy do tego stopnia, że skorzystanie z łazienki (gdzie trzeba wstać jednak) zajmuje mi 15 min i wychodzę zziajana. Byłam prześwietlić i niby jest to tylko stłuczenie, dostałam jakieś maści, ale co boli, to boli.

Oczy mi się zamykają, więc punkt 2 odkładam na jutro - bywajcie...

2 komentarze:

  1. Kalu, Iva mnie prosiła, żebym Ci przekazała pewną wiadomość... Choć pewnie już wiesz, jaką :( Jakby co, to będę na Skype albo na GG wieczorem. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kiedyś odwaliłam lepszy numer na skuterze: jadę sobie jadę aż nagle zachciało mi się ustawiać lusterka podczas jazdy! Finał był taki że o mały włos ze skutera nie spadłam ;/
    Ale cóż zdarza się ;)
    Bużka ;*

    OdpowiedzUsuń