Nie, nie mylą Was Wasze piękne oczy - nadeszła ta wielkopomna chwila kiedy to Kala postanowiła wreszcie coś napisać... - cieszycie się? (wiem, wiem - skromności nie mam za grosz
). Nie będę obiecywać, że od tej pory notki będą częściej się pojawiać, bo pewnie i tak słowa nie dotrzymam, zwłaszcza, że coraz częściej mam wrażenie, że chyba się wypalam w kwestii pisania bloga. Piszę już jakieś 6-7 lat z przerwami, ale jednak (Zim, pamiętasz jeszcze tego mojego czarno-zielonego z Onetu?) - kupa czasu, a człowiek się zmienia. Poza tym ostatnio oprócz chronicznego braku czasu na pisanie - zwyczajnie mi się nie chce...
). Nie będę obiecywać, że od tej pory notki będą częściej się pojawiać, bo pewnie i tak słowa nie dotrzymam, zwłaszcza, że coraz częściej mam wrażenie, że chyba się wypalam w kwestii pisania bloga. Piszę już jakieś 6-7 lat z przerwami, ale jednak (Zim, pamiętasz jeszcze tego mojego czarno-zielonego z Onetu?) - kupa czasu, a człowiek się zmienia. Poza tym ostatnio oprócz chronicznego braku czasu na pisanie - zwyczajnie mi się nie chce...
W czerwcu mam państwowy egzamin zawodowy. Jak zaczynałam się uczyć w tym technikum uzupełniającym 2 lata temu, to myślałam, że nie mogę robić nic bardziej nudnego i jakoś średnio sobie wyobrażałam dom (a w zasadzie 2 bo u matki też wciąż robię za kucharkę, sprzątaczkę i niańkę do -dużych już przecież - dzieci, ale to temat na osobny,obszerny post), studia, pracę, faceta i jeszcze tą szkołę jednocześnie. Teraz uważam to za duży +, a na zajęcia zawsze chodzę z zainteresowaniem, a i teraz już żalem, że to zaraz koniec. Egzaminów w tym semestrze miałam 7 wszystkie udało mi się zaliczyć w terminach zerowych, a średnia 4,6 zadowala więc przez 3 tyg mam wolne chociaż weekendy i mam zamiar to wykorzystać co by chociaż moją chałupkę jakoś gruntowniej ogarnąć. Od okresu przedświątecznego sprzątałam tak tylko biegiem, a choćby sterta prasowania w szafie prosi się o swoją kolej (podając następny przykład - moja choinka jest naprawdę ogromna bo ma z 30 cm, a rozebrałam ją i schowałam ok. tydzień temu) - dom to dla mnie coraz częściej hotel, w którym sypiam i jem - czasami... Mimo wszystko nie wyobrażam sobie mieszkania z powrotem w rodzinnym domu, a i tempa życia na razie nie mam zamiaru zmieniać póki nie ma takiej konieczności - jest dobrze...
Wracając do kwestii jedzenia...
Zupa cebulowa 

Oryginalny przepis w zasadzie identyczny jak ten TU, ale tak jak u Dżasti - coś tam zmieniłam, coś tam dodałam itd.
(robiłam też tą "podstawową" wersję, ale moja nie chwaląc się lepsza wyszła)
SKŁADNIKI (spora porcja):
- 1kg cebuli
- 1l. wywaru warzywnego (osobiście nie używam kostek rosołówek, ale można i tak jak kto woli)
- 1 kostka/100g serka topionego (naturalny, gouda, edamski - opcjonalnie)
- 3 łyżki startego miękkiego sera żółtego
- 1 duży ząbek czosnku lub 2 mniejsze
- 4 kromki chleba razowego (nawet lepiej jak jest "wczorajszy")
- 2 łyżki oleju
- 1 łyżka masła
- gałka muszkatołowa
- sól i pieprz
- Cebulę obieram, kroję dość drobno (ale nie siekam na paćkę), i smażę na oleju, aż zrobi się lekko złotawa (trzeba uważać tylko żeby jej za bardzo nie przypiec bo zrobi się gorzka, a tego nie chcemy)
- W międzyczasie stawiam na gazie garnek z wywarem. Do gorącego wywaru wrzucam podsmażoną cebulkę, przykrywam i gotuję na małym ogniu ok 30min.
- Po tym czasie wrzucam do garnka z zupą serek topiony (pokrojony na mniejsze kawałki rozpuszcza się szybciej) - zamiast czekania, aż się rozpuści można zmiksować zawartość garnka, ale ja zwykle wybieram tą pierwszą opcję
- Doprawiam solą, pieprzem i gałką do smaku
- Przekrajam ząbek czosnku na pół, nacieram nim kromki chleba z obu stron i podsmażam lekko na maśle, po czym kroję go na mniejsze kawałki
- Podaję zupę dodając na wierzchu kilka wcześniej przygotowanych grzaneczek i odrobinę sera żółtego
PS. Dżasti zauważyłaś, że nawet "Ż" w tytule jest takie jakby... - Twoje? hehe - przypadek..
Dzięki wielkie :D Musze sobie gdzies zapisać i będę robić :D
OdpowiedzUsuńAleż pamiętam :) Byłaś jedną z moich pierwszych czytelniczek - też jeszcze na Onecie :) Ależ się pozmieniało... Jeśli coś ma się dalej zmieniać, to niech zmienia się na lepsze. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńWreszcie doczekałam się jakiejś notatki. Już myślałam, że zrezygnowałaś już z pisania bloga, a tego bym nie przeżyła. Mam nadzieję, że przepis jest nie tylko dla Dżasti i też będę mogła z niego skorzystać. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńKala ale mnie uradowała ta notka, nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę!! Wiem, masz sporo zajęć a doba ma tylko 24 godziny. Mimo to, mam cichą nadzieję, że choć raz w tygodniu wpadniesz tu napisać notkę.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się!
Doczekałam się wpisu :) Nareszcie :))))
OdpowiedzUsuńCebulowa zupa powiadasz... uwielbiam :)
musi dobrze smakować szkoda ze nie dla mnie :(
OdpowiedzUsuń