11 listopada 2012

Nie jestem ze stali...

Już nawet nie chce mi się płakać, tylko wyć jak wilk w czasie pełni... - ostatni czas utwierdził mnie w przekonaniu, że ja to chyba mam jakiegoś wrodzonego pecha...
P. od ponad 2 tyg w szpitalu...
Pewnego dnia bolały go plecy, poszedł do lekarza, który powiedział, że to nerwoból, zrobił zastrzyk, dał jakieś leki i do domu odesłał. Nic to jednak nie dało, więc pojechał na pogotowie - zrobili jakieś tam badania podstawowe i się okazało, że to serce. Kilka dni przeleżał w szpitalu tu na miejscu, potem przewieźli do Anina pod Warszawę bo tam specjalna klinika kardiologiczna jest. W tym momencie już siłą rzeczy zaczęłam się porządnie bać bo "skoro go wieźli przez pół Polski, to coś jest zdrowo nie halo i nie mogą tu pomóc na miejscu". Tam się okazało, że ma serce jak 70-letni dziadek i nic o tym wcześniej nie wiedział.
Jutro mają być wyniki badań to może będzie wiadomo coś bardziej konkretnie i będzie jakiś pomysł co dalej...
Jeżeli wymienimy w ciągu dnia 2-3 smsy to jest dobrze, bo sygnał z komórek i internetu wi-fi zakłuca pracę maszyn (tych kardiologicznych) na oddziale i niezbyt można używać, więc kontakt mamy mocno utrudniony co żadnemu z nas nie służy. P. już nie wyrabia, pisze, że ten szpital to jakieś wariatkowo i w ogóle ma dość. Mi też jest cięzko - ze strachu i bezsilności bo nic nie mogę dla niego zrobić mimo, że bardzo bym chciała. Z trudem wciskam w siebie cokolwiek poza kawą, śpię 5-6 godzin na dobę. Przez to wszystko + ekstremalną już dawkę nerwów zaczynam wyglądać jak zombi. Organizm się osłabił i mimo bardzo ładnej jak na aktualną porę roku mam katar, z którego nijak nie mogę się wyleczyć. Płacz mam wciąż zablokowany i zaczynam już poważnie odczuwać skutki tego duszenia w sobie wszystkiego, a pozbyć się wyuczonych nawyków w krótkim czasie się nie da...
Żeby tego było mało, 5 dni temu P. miał urodziny i to w dodatku 30, które spędził sam, w niema co się oszukiwać - niezbyt sprzyjających okolicznościach i warunkach. Jakimś cudem wieczorem udało mu się na chwilkę do mnie zadzwonić. Spłakał mi się do słuchawki mówiąc, że tak bardzo już by chciał do mnie wrócić, że przeprasza itd. - przerosło mnie to totalnie...
Niespełna 2 miesiące temu zmarła moja przyjaciółka Dorcia (również pisała bloga - może ktoś z was kojarzy). Położyła się do łóżka i już się nie obudziła - zawiodło serce... (przeżyłam to bardzo...)
Teraz P. leży w szpitalu i nie wiadomo co dalej - zawodzi serce...
Wspominałam już o moim wrodzonym pechu...?

PS. właśnie dostałam smsa: "Po co chcesz Skarbie takiego chorego faceta jak ja?"
PS2. JA SIĘ ZAŁAMIĘ!!! 
PS3. "Będzie dobrze" nie pomaga.
PS4. Dzięki bardzo za chęć rozpowszechnienia mojego apelu odnośnie 1% - jestem nie kryję pozytywnie zaskoczona. Jako że na blogu mam blokadę kopiowania treści, a blogger nie wiem czemu nie chce mi wgrać linka (grr) chętnym wyślę ulotkę na maila.
PS5. Znów dostały mi się 2 blogowe nagrody, naprawdę nie wiem za co - dzięki dziewczyny. (wymagań nie spełnię - wybaczcie ale trudno jest nominować tylko kilku innych, dobrych blogerów) Jeszcze raz, wielkie dzięki za uznanie.
Od Aldi

Od Olgi

2 komentarze:

  1. Doskonale Cię rozumiem Kalu. Ostatnio wśród moich najbliższych też trochę posypało się zdrowie i też nie potrafię sobie z tym do końca poradzić. Przytulam Cię wirtualnie do serca

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia wszelkich marzeń, błogosławieństwa Bożego. Aby Boża dziecina narodziła się nie tylko w ubogiej stajence ale i w sercach każdego z nas oraz prawdziwie rodzinnych świąt życzy Karolina(Lolek)

    OdpowiedzUsuń