Drugi miesiąc... Długie 62 dni bez Janka... Numer Jego telefonu nadal mam zapisany w komórce... Nadal opatrzony zdjęciem... Czasem, zatrzymuję się na nim chcąc do kogoś zadzwonić... Koniec końców jednak za każdym razem dochodzi do mnie, że mogę wcisnąć zieloną słuchawkę, mogę... ale usłyszę jedynie słowa automatu "abonent CZASOWO niedostępny"...
***
Dziś mija też 7 lat od śmierci mojego ojca. Do dziś nie zdawałam sobie sprawy jak te dwie śmierci (śmierć ojca jakoś trudno nazwać stratą co w przypadku Janka jest dla mnie oczywiste) mi się skonfrontują. Trudno w tym momencie to wytłumaczyć w miarę sensownie, więc na razie sobie daruję, ale pewnie do tego wrócę... Jak to mawiają "muszę to dokładnie przetrawić"...
Miałam zamiar napisać więcej, ale późno już a ja jestem mocno przeziębiona i już padam więc odłożę to do następnego postu.
Przytulam :*
OdpowiedzUsuńKalu, cóż ci mogę napisać. Może po prostu przemilczę i dam ci wielkiego, wirtualnego buziaka.
OdpowiedzUsuńCzuję to samo, kiedy chcę zadzwonić do mojego Mareczka...
OdpowiedzUsuń