Dziś oto nastała nowa era w moim życiu, otóż pierwszy raz, robiłam dziś makijaż mężczyźnie. Mało tego: swojemu BRATU. Przyczłapał się do mnie bladym świtem i od progu rzecze: weź coś ze mną zrób, bo do pracy muszę. W pierwszym momencie nie bardzo załapałam o co mu chodzi, ale jak tylko zapaliłam światło... Śliwę pod okiem miał taką, że dosłownie szczena mi opadła prawie do ziemi... Powiedziałam, mu, żeby wziął lód z zamrażalnika i zrobił okład. Miałam chęć powiedzieć, że zanim to zrobi, żeby najpierw walnął się tym lodem w łeb dla zmądrzenia, ale przemilczałam tę kwestię. Puder, podkład, korektor... matko czego ja mu na twarz nie nałożyłam, a i tak wyglądał dość marnie. No cóż... tak to jest jak się chodzi po mieście "w stanie wskazującym na spożycie" i szuka
zaczepki...
***
Ośmiornicę z dzisiejszego postu wykonał Szyszek (z moją niewielką pomocą) na konkurs organizowany przez mamuśki z Babylandii.

Mogłaś mu zdjęcie zrobić:D:D:D
OdpowiedzUsuńZawsze musi być ten pierwszy raz. A swoją drogą to bardzo chętnie zobaczyłabym wynik Twoich kosmetycznych poczynań. Pozdrawiam cieplutko.
OdpowiedzUsuńHa ha ha :) Nie wiem czemu, ale to mnie rozbawiło :) Natomiast śliwa rzeczywiście paskudna. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńno coz....samo zycie ,no troszke bylo niebezpiecznie bo moglo by skonczyc sie zle ,dobrze ze tylko siniaki.Dobrze miec siostre.Pozdrawiam Cie coreczko i buziaczki posylam
OdpowiedzUsuńBrata trzeba było pogonić i jeszcze mu powiedzieć co myślisz. A ośmiorniczka superaśna :)))
OdpowiedzUsuń