Dawno mnie nie było oj dawno... Chciałam napisać już wcześniej, ale przez ostatnie 8 dni stacjonował u mnie T. więc chciałam jak najpełniej wykorzystać ten czas. Na następne spotkanie przyjdzie nam czekać około 2 miesiące, więc chciałam się nacieszyć jakby "na zapas" (gdyby ktoś kiedyś próbował to nie polecam - nie da się). Nie cierpię tej rozłąki, tego widywania się w biegu raz na jakiś czas... Ciężko jest choć wiem, że jesteśmy na najlepszej drodze do tego, żeby mieć siebie obok już na stałę, a nie przez parę dni, że jest już bliżej niż dalej.
***
Ponad tydzień temu zadzwoniła do mnie mama (Ewa). Spodziewałam się tego telefonu, zwłaszcza, że była wówczas u taty (Janka), a przed wyjazdem umówiłyśmy się, że zadzwoni i opowie co i jak. Pogadałyśmy chwilkę i podała mi do telefonu tatę... Rozmawialiśmy dosłownie minutkę, a ja długo po tej rozmowie nie mogłam się pozbierać. Rozmawiałam z człowiekiem, który dzwonił do mnie jeszcze niedawno zaczepnie i z żartem niejako w głosie... Rozmawiałam z człowiekiem, który dziś mówi z ogromnym wysiłkiem, w którego głosie słychać to cierpienie i fizyczne i psychiczne, który już chyba się poddał... Mówię do niego: " tatuś, byłeś z mamą na spacerze?" (parę dni wcześniej rozmawiałyśmy z mamą o tym, że postarają się go na powietrze troszkę zabrać - wózek podobno ma więc pozornie nie byłoby większego problemu) Odpowiedź brzmiała "nie córeczko nie dałem rady"... Dotąd gdy tylko wiedziałam z opowiadań o tym jak jest, kiedy wiedziałam od mamy, że w miarę dobrze tata je, że ogólnie jest nie najlepiej ale też nie ma tragedii to jakoś nie chciało mi się do końca wierzyć w to wszystko. A teraz gdy go usłyszałam.... Raczysko cholerne... (przepraszam za słowo) Ponad 6 lat temu na własne życzenie zmarł mój ojciec, teraz tracę tatę... - i przeklinać się chce to wszystko... To okrutne i jeszcze nie do końca umiem to ogarnąć, ale teraz kluczową myślą jest to, że jeżeli jest to zbliżający się koniec, to chciałabym tylko jednego... żeby się już tak nie męczył...
Na jego prośbę, będę administrować jego blog z wierszami. Zajrzyjcie TUTAJ.
***
Wygrałam pierwsze "w mojej karierze" candy. Z Kubusiowa przybędzie do mnie niespodzianka. Ciekawość mnie zjada, cóż to będzie hehe.
Raczysko to jest holerstwo!!!!! a wiersze na pewno poczytam... tulę
OdpowiedzUsuńMoj maz kilka miesiecy temu na plocu mial raka 7mm i 9mm Modlidlismy sie o niego wszyscy ja sama w placzu modlilam sie i dzis nie ma sladu po nim nawet lekarze sie dziwia mamy zdziecia tego raka z opisem a dzis raka nie ma...
OdpowiedzUsuńBede sie modlic jezeli pozwolisz oby Bog zmilowal sie .....
Kochana mam nadzieję ze szybko zniknie to cholerstwo!!!!
OdpowiedzUsuńPrzytulam:*
Dziekuje coreczko
OdpowiedzUsuńWszyscy sie modlimy zeby tylko nie cierpial a wszystko w rekach Boga
Ja ostatnio też przechodzę ciężkie chwile i mama mojej przyjaciółki, mój osobisty Anioł:) jak od zawsze o Niej mówię, przesłała mi modlitwę. Nie wiem czy pomoże, ale mam wiarę, że tak...mi pomogła.
OdpowiedzUsuńhttp://rita.blox.pl/2006/01/BARDZO-SKUTECZNA-MODLITWA-W-SPRAWACH-TRUDNYCH-I.html
Prezencik się szykuje :)) będzie niespodzianka:)
:( Skorupiak zakichany!
OdpowiedzUsuńTak, to cholerstwo...
OdpowiedzUsuńPamiętam i pozdrawiam.
Dzień dobry. No aż nie wiem co napisać. Bardzo bym chciał żeby Pani Tato wyzdrowiał i znowu żartował przez telefon. Przeczytałem kilka wierszy są bardzo z życia wzięte.
OdpowiedzUsuńDobrego dnia Kuba.
Nie znam osobiście Janka, choć jego historię śledziłam nieraz, a ostatnio nawet częściej... Znam ją też z naszych rozmów. Wiem, że cierpienie i odejście nigdy nie jest łatwe i nie ma prostych odpowiedzi na pytania, które rodzą - zawsze pozostanie to w pewnym stopniu tajemnicą. Pozdrawiam Cię serdecznie i pamiętam o Janku w modlitwach, tak samo jak i o Ewie.
OdpowiedzUsuńZ uściskami :*
Zim
Wiem co przeżywasz. Jednak chyba w tej chwili to już człowiek nic tu nie pomoże, wszystko w rękach Boga. Okropne to, ale może jeszcze karta się odwróci, może jeszcze Janek lepiej się poczuję.
OdpowiedzUsuńJestem z Tobą, tulę i pamiętam w modlitwie,