W minionym tygodniu walczyłam z papierzyskami. Teraz na koniec maja kończy mi się renta ZUSowska, więc zbierałam dokumentację, a łatwo nie było bo ilościowo jest tego mnóstwo (nie da się zadbać o drzewka w tym wypadku) więc delikatnie mówiąc trzeba było się "nalatać" i naczekać w różnych instytucjach nigdy do końca nie mogąc być pewna, że dostanę to, czego potrzebuję. Kartę od psychologa też wzięłam. Miałam co do tego pewne obiekcje, ale w końcu to przecież też jest dokumentacja medyczna. Zawsze byłam ciekawa co tam sobie babeczka pisze jak ze mną rozmawia - teraz już wiem, bo wszystko sobie przeczytałam i mówiąc szczerze nie jestem zaskoczona - uff... Jak zaczynałam czytać to mózgownica mi pracowała na zwiększonych obrotach - już sobie wyobrażałam czego ja tam się "ciekawego" o sobie dowiem. Koniec końców po paru dniach jednak dostałam wszystko co trzeba, wpakowałam w kopertę i do ZUSu posłałam. Teraz tylko pozostaje mi czekać na odwiedziny lekarza orzecznika (swoją drogą ciekawe ile sobie poczekam).
Ostatnio poznałam pewną dziewczynę - niepełnosprawną, na wózku, z podobnym do mojego "zaawansowaniem" niepełnosprawności. Dziewczyna wydaje się bardzo sympatyczna jednak... całkowicie nieporadna. Nie wiem, jak to dokładnie opisać więc może zacytuję fragmenty naszych (było kilka osób) z tą dziewczyną:
- Rozmowa o szkole, studiach
- Nie udało się?
- Nie próbowałam, szkoda nerwów i stresu. Przecież jestem niepełnosprawna.
- Rozmowa o rodzinach, związkach
- Nie wyprowadzę się z domu, bo jestem niepełnosprawna.
Zauważyliście część wspólną? Słowa "bo jestem niepełnosprawna" były powtarzane za każdym razem, gdy można było spodziewać się jakiejkolwiek odpowiedzialności z jej strony. Mogłoby się wydawać, że dziewczyna ma po prostu niską samoocenę, ale nie... brzmiało to tak jakby z racji tej niepełnosprawności wszystko jej się należało. Może mi jako osobie, która nawet jak już wie, że pewnych rzeczy sama zrobić zwyczajnie nie da rady, będzie kombinować żeby jednak sobie poradzić ciężko jest takie coś pojąć, ale strasznie mnie drażniło to jej tłumaczenie wszystkiego niepełnosprawnością...
Spotkaliście się kiedyś z czymś podobnym?
kopjuj nie musisz sie pytac :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam cieplutko i serdecznie :)
hmm ja spotkałam podobne osoby...
OdpowiedzUsuńNie powinno się rezygnować z czegoś z powodu niepełnosprawności, jesteśmy takimi samymi ludźmi jak inni. Może dziewczyna obawia się, że sobie nie poradzi, ale jeśli nie spróbuje to się nie przekona
Oj a mi tej dziewczyny szkoda bo jest bardzo biedna i jak niczego w życiu nie zrobi to będzie jeszcze biedniejsza taka bez doświadczenia. Szkoda bo może się okazać że za tą maturę mogła mieć same 6 albo 5. Ja będę miał maturę nawet gdybym miał wtedy nogę w gipsie albo nawet rękę to będę chciał dostać tą maturę bo bez tego nie ma życia. A Panią bardzo pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDobrego dnia Kuba.
Spotkałam kilka takich osób. prowadziłam PFRON i miałam do czynienia z osobami niepełnosprawnymi, kiedyś opisze to u siebie na blogu.
OdpowiedzUsuń