18 maja 2011

Zawiesiłam się... Gdy już zebrałam się w sobie żeby coś skrobnąć,  blogger się zbuntował i posłuszeństwa uparcie odmawiał. Pogoda jeszcze niedawno letnia niemal (zdążyłam się troszkę opalić) z dnia na dzień zrobiła się  szaro - buro - mokra, więc i dalsze (nawet bardzo dalsze ostatnio)  samodzielne wypady w miasto chwilowo wzięły w łeb. Dumna jestem z siebie bo jak na  "wózek - marnej jakości - z ręcznym napędem", są to sporej długości trasy i nawet krawężniki mi nie straszne. Trasę dom-poradnia mam już tak obcykaną, że dojazd zajmuje mi 10-12 minut co odpowiada mniej więcej szybkiemu spacerowi osoby chodzącej więc jest naprawdę nieźle, a biorąc poprawkę na to że moje "kochane MPD" raczyło otoczyć swą "opieką" nie tylko moje nogi ale i ręce też - jest wręcz świetnie. Chciałam napisać więcej ale internet mi się zacina i nie wiem nawet czy to pójdzie...

4 komentarze:

  1. W takie słoneczko to ja ja się opaliłam, a u mnie to nie łatwo... każde większe słońce i zaraz poparzone ramiona. niestety moja skóra nie lubi słońca:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Też miałam ostatnio problem z Bloggerem... A poza tym gratuluję obcykania trasy :) My w Krakowie zaliczyliśmy tylko chwilową burzę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzień dobry. U mnie też się zacina ale to minie jak ten pan co wszystkim steruje zrobi więcej miejsca żeby inni mogli sobie spokojnie pisać blogi. Chciałbym żeby Pani się opaliła bardziej jeśli Pani lubi ja raczej przepadam za cieniem w taki upał. Może następnym razem już Pani wstawi jakieś zdjęcia swoich dzieł to też chętnie napiszę do Pani.
    Dobrego dnia Kuba.

    OdpowiedzUsuń