
Z tego co czytam w Waszych pokoikach grypka panuje jak kraj długi i szeroki. Ja po awarii krtani zdążyłam być tylko 2 dni na zajęciach w weekend i ZNÓW mam katar a gardło zdarte jak po koncercie rockowym co najmniej. Szyszek bez zastanowienia poszedł w ślady starszej siostry więc teraz siedzę z nim w domu i chorujemy sobie we dwójkę (jak się pewnie domyślacie w takowych okolicznościach na nudę narzekać nie mogę). Jak to zwykle przy chorowaniu mały ma kłopoty z jedzeniem. Wczoraj np w ciągu godziny 3 razy robiłam mu jeść - to co chciał, wedle życzenia jaśnie królewicza - oczywiście nie zjadł nic. Aż w końcu ok 16 zażyczył sobie zjeść ciasteczko... Pierwsza myśl: a skąd ja ci dziecko ciasteczko wezmę...? a w chwilę potem: ciasteczko chcesz...? ok - upieczemy! Ale miał radochę - teraz żałuję że nie robiłam zdjęć w trakcie tego przedsięwzięcia. O zakresie akcji pod kryptonimem "sprzątanie" nie będę się rozdrabniać - określę to tylko jednym (ostatnio Kubelusza ulubionym) słowem - armagedon! W każdym razie efekt jak widać na zdjęciu - zadowalający* w każdym razie ciastek już nie ma, a wyszło sporo więcej niż widać. Przepis prosty -zamieszczam poniżej- wykonanie też, co chyba jak na robienie czegoś w kuchni wspólnie z 5cio latkiem, bardzo się liczy.
- 2 jajka
- 1 szklanka mąki (u mnie 0,5 szklanki tortowej i 0,5 razowej)
- pół szklanki cukru
- 2 łyżki śmietany
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- kilka kropel aromatu (użyłam migdałowego)
- brązowy cukier do posypania
*ciacha wyglądają na przypalone, ale udało mi się ich nie przypalić. W woli wyjaśnienia: jeszcze przed pieczeniem posypałam je po wierzchu brązowym cukrem, a poza tym jak wiadomo jakość zdjęć robionych moim telefonem pozostawia wiele do życzenia.
PS. Dziś przy śniadaniu sytuację Szyszki - niejadka uratowały parówkowe serduszka z jajkiem sadzonym pomysłu Aldi :)
PS2. W poniedziałek uczyliśmy się piosenki "Szła dzieweczka do laseczka" (nic bardziej ambitnego nie przyszło mi do głowy)
Efekt akustyczny w momencie gdzie powinno być "ha, ha, ha" był zamierzony i co ciekawsze - wymyślił go sobie sam... Za pierwszym razem wierzcie mi - padałam ze śmiechu.
ha ha, szyszek wymiata!
OdpowiedzUsuńja cały wykładowy weekend spędziłam w łużku :(. czuje się lepiej ale dusi mnie jak niewiem i ledwo muwie choć zapalenia nie mam, na szczęście :).
A co do tych ciasteczek to muszę wyprubować z moim małym :).
Kuruj się Kala.
Ach te choróbki. Jam też nie za bardzo zdrowa, tzn jeżdżę na warsztaty, ale mam straszną chrypkę. Gardło mnie nie boli nic kompletnie, tylko głos mi scięło. Może znacie jakieś sposoby na tą dolegliwość?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko i wrcaj do zdrowia!!
, a gdzie jest : napotkała myśliweczka... ? :D
OdpowiedzUsuńMoja Amelusia śpiewa piosenkę tę: http://www.youtube.com/watch?v=Pq776s4RJBA
pokaż małemu. Jest świetna. Nauczycie się i będziecie sobie śpiewać razem, tak jak my z Amelką ;)
Wykonanie Szyszka super :))))
OdpowiedzUsuńUśmiałam się co niemiara :)
I bardzo miło mi Kalu,
że wykorzystujesz moje przepisiki :)))))
Spokojnej nocki.
No i w Krakowie rzeczywiście, co drugi może nie, ale co trzeci na pewno kaszle i kicha. Ciekawa jestem, czy w poniedziałek uda mi się zarejestrować na ludzki termin po recepty. W szpitalu dziecięcym była wywieszona kartka z informacją, że dzieci mogą odwiedzać li tylko rodzice ze względu na grypę.
OdpowiedzUsuńOj krtań... Znam ten ból. Możesz już mówić czy nadal jesteś "niewiastą bez głosu"? W każdym razie i co by nie było - wracaj nam szybko do zdrówka! :)
Pozdrawiam :)