No i mamy luty (a dopiero co był sylwester... - kiedy to zleciało...) Już któryś raz od kilku dni pojawiam się tu z myślą, żeby napisać parę słów. Koniec końców dzieje się tak, że niewiele z tego wychodzi. Ostatni czas obfituje w zmiany i jak to mówią "nieoczekiwane zwroty akcji" do tego stopnia, że czasem mam wrażenie, że nie wyrobię "na zakręcie". Staram się jednak unieść wówczas głowę trochę wyżej (co nie kryję, proste nie jest) i iść dalej nawet mimo tych kłód rzuconych pod nogi.
***
To już pewne - T. przeprowadza się nad morze :) Czas realizacji co prawda nie jest jeszcze ściśle określony, aczkolwiek wiadomo, że jest już dużo bliżej niż dalej, tego bym miała Go obok, znacznie bliżej.
Prawdopodobieństwo znalezienia dla T. satysfakcjonującej pracy w dużym mieście jest znacznie wyższe, niż znalezienie jakiejkolwiek w jego miejscowości a że plan działania mamy już rozpracowany i to z wieloma szczegółami, pozostaje nam poczekać na pieniążki (które rodzice T. zaoferowali się nam dać na tzw. "przeżycie do pierwszej wypłaty") Pozostaje nam tylko znaleść sobie jakieś 4 kąty (moje obecne - nie wchodząc w szczegóły - się nie nadają) co mam nadzieję zbyt wielu problemów nam nie przyniesie. Póki co rozglądam się szukając ogłoszeń w necie i gazetach i wiecie co? - naprawdę nie jest źle. Mam wrażenie, że wynajem mieszkań ostatnio znacznie staniał i to nawet bardzo znacznie. Całkowicie umeblowane i wyposażone dwupokojowe mieszkanie (często w nowym budownictwie z centralnym ogrzewaniem i np balkonem czy piwnicą do dyspozycji) można wynająć już za ok 700zł co wbrew pozorom jest bardzo niską ceną. Także moja renta + to co dorabiam + wypłata T. powinny spokojnie nam starczyć, co mnie niezmiernie cieszy.
***
A teraz uwaga - bomba.
W niedzielę byłam zmuszona "nawiązać kontakt" z M... (grrr!) No, ale po kolei... Odezwała się do mnie znajoma (bardzo sympatyczna dziewczyna) po chwili rozmowy zapytała czy mam z M. jakiś kontakt, bo z kolei ona ma z nim kłopot. Otóż ten osobnik jest w stosunku do niej nachalny, natarczywy i jakby tego było mało proponuje jej kontakt - no cóż - nie moralny... Nie jest to już pierwszy tego typu sygnał dochodzący do mnie od "naszych" koleżanek. Wkurzyłam się się nieziemsko... Zwłaszcza, że stwierdziłam, że najprawdopodobniej M. w ten chory sposób domaga sie mojej uwagi. Co zrobiłam? (do teraz ledwo w to wierzę) zadzwoniłam do niego i powiedziałam wprost że mam zamiar poukładać sobie życie w taki sposób, że będę mogla z całą osobistą pewnością powiedzieć, że jestem szczęśliwa i w tym moim szczęśliwym życiu nie ma dla niego miejsca. Nie ma i nie będzie. Więc nie życzę sobie jakiegokolwiek kontaktu z nim szczególnie uzyskanego w tak perfidny sposób. A jak ma problem (przepraszam was za bezpośredniość, ale tak właśnie powiedziałam) z seksem to ma iść się leczyć i się rozłączyłam. A jaka dumna z siebie byłam z siebie po tej rozmowie :) [głównie z tego, że powiedziałam wprost co myślę] ahhh.. :)
Rozpisałam się, na dziś finito.
Pozdrowionka ludki, miłego popołudnia :)
Nie ma to, jak żyć na własny rachunek :) Marzę o tym :D Powodzenia Wam życzę :D
OdpowiedzUsuńBrawo moja coreczko,czytam i oczom nie wierze.Moja Kala tak dzielnie sobie radzi ,gdybym byla blizej przytulilabym Cie bardzo bardzo mocno do siebie.
OdpowiedzUsuńJestem z toba calym sercem i dumna jestem z Ciebie
No i bardzo dobrze mu powiedziałaś. Co On sobie wyobraża. Nie rozumiem takich ludzi.
OdpowiedzUsuńBrawo Kala, jesteś wielka
I dobrze mu tak temu panu M.! Niech wie, że dla niego nie ma miejsca. A może niech on przyjedzie do Krakowa, to mu zrobimy taki wycisk że biedaczek się nie pozbiera :D Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń