"Dzisiaj należy wiedzieć co trzeba poznawać jutro, aby radzić sobie pojutrze..."
No i po wizycie... Uff... I wiecie co? - nie taki diabeł straszny... A wręcz - powiem - było całkiem, całkiem znośnie. Pierwszy raz wiadomo, nie było to "nie wiadomo co" tzn. w zasadzie zostałam jedynie wypytana o różne ogólne sprawy: sytuację osobistą, rodzinną, domową, a nawet i zdrowotną (tego się akurat nie spodziewałam). Kobieta (tzn. p. psycholog) przyjemna, spokojna - reasumując - pasuje mi...
A teraz kwestia (chyba) tego, czemu się tak obawiałam tej wizyty. jak byłam w podstawówce i rodzice "byli na etapie rozwodu" - wychowawczyni zaprowadziła mnie do psychologa w szkole... Efekt był taki, że cokolwiek tam powiedziałam docierało do mamy i koniec końców - dostawało mi się. Pierwsza "samodzielna" próba podejścia do terapii - też falstart - kobieta tylko pomrukiwała, nie było kontaktu wzrokowego - no i wsumie po 2 spotkaniach zrezygnowałam. Co do tej wizyty, długo się zbierałam - fakt - ale nie żałuję.
Następny raz idę za 2 tyg (14.XII). Dostałam nawet "pracę domową". Kilka razy w ciągu dnia (tzn jak się coś wydarzy) mam napisać co to było, co wtedy poczułam i jakie to wywołało u mnie uczucia (podobno to różnica).
Zobaczymy...
Widzę zmin\any u Ciebie na blogu i to całkiem ciekawie:-).
OdpowiedzUsuńWiesz też mam awersję do psychologów, miałam z nimi nie raz styczność na Warsztacie Terpii Zajęciowej i bywało, że ufałam, a potem był przeciek do rodziców, a tego być nie powinno no i tak jak Tobie ..obrywało mi się i to nieźle. Dlatego dziś bardzo chciałabym iść na jakąś rozmowę z psychologiem, ale napewno nie będzie to żadna wielka pani psycholog z WTZ, a i też za nim bym zaufała to by potrwało. Tak więc Kalluś jedziemy na tym samym wózku, jak to się mówi.
Ale cieszę się, że Ty już znalazłaś taką ososbe i że terapiia przyniesie efekty.
Pozdrawiam cieplutko.
Cieszę się, że początki są obiecujące i, że podchodzisz do tego tak otwarcie. Życzę powodzenia i pamiętam w modlitwie! :)
OdpowiedzUsuńWidzę, że u Ciebie na blogu również zmiany :)
OdpowiedzUsuńDo odważnych świat należy :)
Ja jakoś nie mam zaufania do psychologów po czytaniu książek przez nich napisanych :) Ale wiadomo, nie każdy jest zły, przemądrzały czy coś, parę razy miałam okazję rozmawiać z całkiem mądrym i dobrym. Mój były chłopak w szkole miał za to taką sytuację z psychologiem (to tak bardziej na wesoło, ale sytuacja autentyczna): siedzi sobie, tamten wygaduje jakieś rzeczy zupełnie abstrakcyjne, a mój były sobie siedzi tylko i myśli o niebieskich migdałach. I tak 45 minut. I w końcu psycholog mówi, że widać że jego nowa forma terapii działa, bo mój były siedzi cicho i się nie odzywa. Na to jak on nie wybuchnął śmiechem :)
OdpowiedzUsuńAle skoro Tobie trafił się dobry, to tylko się cieszyć! Pozdrawiam serdecznie :)
Łałłłłłłłłł..........jak tu fajnie coreczko u Ciebie.Bardzo sie ciesze ze zdobyłas sie na ten krok ,wizyta u psyhologa ,czyli jeden krok do przodu,tak jak zawsze Ci powtarzam ,powoli i spokojnie a wyjdziesz na prosta.Na wszystko trzeba czasu a powtorze slowa taty ,czyli Janka.Daj czas czasowi..........a wszystko sie powoli ulozy.Pozdrawiam Cie serdecznie
OdpowiedzUsuńKaluś, piękny szablon..., masz talent :) W czym je robisz?
OdpowiedzUsuń