Nawiązując z lekka do poprzedniej notki (a w zasadzie nie nawiązując) postanowiłam na razie nie rozwijać tematu. Pisałam pod wpływem emocji, teraz twierdzę, że jednak muszę dla własnego dobra i spokoju umieć od początku zachować chłodne spojrzenie na pewne sprawy, zwłaszcza te ważne, a jak (i jeśli) sprawa z poprzedniego wpisu się będzie rozwijać to z pewnością dowiecie się pierwsi... - w końcu to mój "spowiadaczo-wyżalnik" nie
Szyszka kilka dni temu stracił pierwszego mleczaka (dolna lewa jedynka) Rozpaczał przez bez mała 2 godz co ciekawsze, nie z bólu a z samego faktu, że ząb wypadł. Na nic zdały się moje tłumaczenia, że ząbek odrośnie nowy i ładny, telefon do mamy "żeby się pochwalić"i przekupstwo (wiem, to nie wychowawcze, ale tonący brzytwy się chwyta). Wysilałam swoją mózgownicę, opowiadając historyjkę o "Ząbkowej Wróżce", która to w zamian za ząbka zeta przysłowiowego pod poduchą zostawia, co wiąże się z kupnem nazajutrz loda farbującego jęzorek na niebiesko (nie wiem co dzieci w tym widzą, ale ostatnio to chłopaków ulubione) - nic z tego... - koniec końców dziecko szlochało tak długo, aż usnęło...
M. znów domaga się mojej uwagi. Pisze sms-y, w których mówi, że chciałby żebyśmy przyjaciółmi byli
- no on sobie chyba żarty ze mnie stroi... Próbuje wejść mi na poczucie winy pisząc, że nie ma przyjaciół, jakby to moja wina była (faktem jest, że wielu znajomych mieliśmy wspólnych, ale jakoś po rozstaniu przyjaciele przy mnie nadal są, a to on "biedactwo" został sam, więc to powinno dać mu coś do myślenia moim zdaniem). Najśmieszniejsze jest to, że M. chce, żebym poszła z nim gdzieś na kawę (no niedoczekanie! co on sobie wyobraża...?! że pójdę tam i będę "merdać ogonkiem" z radości, że go widzę...?!). Moja cierpliwość jest już mocno nadwyrężona i ma się poważnie ku końcowi. Byłoby niedorzeczne, gdybym zmieniła przez faceta numer telefonu, ale jeszcze trochę i będę musiała to zrobić żeby nie dostawać od niego takich głupich propozycji, obarczania winą, wypominania (za przeproszeniem) pierdół, czy użalania się nad sobą.No tak... ponarzekałam sobie, a teraz zmykam nadrobić zaległości - czyli zerknąć co tam u Was.
Miłego dnia i do następnego
. PS.
- Aldi, odbierz pocztę (mailową oczywiście)
- Salanee, Ty też odbierz - wysłałam ci obiecaną książkę (wiedzieliście, że na Gmail'u jest jakiś dziwny limit wielkości/ciężaru przesyłanych załączników
? Musiałabym z 5 maili wysłać, żeby całość poszła... W końcu wysłałam to przez swoją pocztę śmieciową - wp - i podobno wiadomość dostarczono...)
Fajnie napisalas coreczko a najbardziej fajnie o M i masz racje nie pozwol sobie zeby teraz kiedy zaczynasz nowy rozdzial w swoim zyciu zaklocal Ci spokoj a juz co jest najbardziej niedorzeczne wzbudzal u Ciebie poczucie winy.Chyba sam ma bardzo wiekie poczucie winy wobec Ciebie i chce wszystko zwalic na Ciebie.Wiem ze jestes silna i i naczej patrzysz na to wszystko.Nie musisz zmieniac nr. telefonu ,poprostu nie czytaj sms od M od razu je kasuj i nie odpisuj to jest jedyna metoda milczenia zeby sie odczepil.Cieszy mnie ze juz inaczej patrzysz na swiat a jeszcze bardziej mnie cieszy ze rzucilas sie wir nauki ,ona Ci kiedys zaowocuje w 100%.Buziaczki dla Ciebie coreczko
OdpowiedzUsuńKurczę, Kalululuniu wiesz, że nic mi nie przyszło? Chlip, chlip.
OdpowiedzUsuńHehehe, powiedz chłopakom że te lody to sama chemia :) Ciekawe czy będą dalej tak chętnie jeść :)
OdpowiedzUsuńSalanee, to chyba nie dość, że Gmail nie mieści w wiadomości zał. powyżej 20MB to jeszcze nie odbiera jeśli mail przychodzący waży więcej... W takim razie jutro wyślę ci to w pojedynczych partach... :)
OdpowiedzUsuńZim, do 5-cio i 8-mio latka rozsądne argumenty nie trafią... Dla nich ważne właśnie jest to, że lód smaczny i farbuje.
Hej Karolina, cieszę się, że wpadłaś na mojego bloga. Dziękuję za miłe słowa. Ja u Ciebie raczej też zagoszczę, podoba mi się tutaj, a zwłaszcza to w jaki sposób piszesz.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Hej. Trafiłam na Twojego bloga, przypadkiem.. . To znaczy widziałam, że obserwujesz moją przyjaciółkę i weszłam. Bardzo mi się tu spodobało. :)
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawie piszesz. :)
Pozdrawiam.
Ale masz tu sporo gości czyt. postów. Ja też uważam tak jak Ewa, że teraz M nie ma prawa wtrącać się w Twoje życie ofiarując przyjźń - ha ha może przemyslał i oczki się otwarły. Trudno, już za późno.
OdpowiedzUsuńDziękuję za wszystko:-)
Słoneczko przesyłam!
Z tego co piszesz to, rzeczywiście trudna sprawa. Pozdrawiam i pamiętam w modlitwie :)
OdpowiedzUsuń