18 sierpnia 2010

Nie było mnie kilka dni i... znów się uzbierało parę spraw... Sądziłam, że napiszę prędzej, przysiadałam nawet kilka razy, ale w rezultacie niewiele z tego wychodziło, mimo że było o czym napisać... Czy tracę serce do tego miejsca...? - to pytanie jednak bez odpowiedzi... Teraz pozostaje tylko czekać aż zbiorę się i napiszę o tym co trzeba... Dziś jeszcze "nie mam mocy" - jak to powiada Kubelusz... - napisać wiele...

@ mnie męczy mocniej niż zwykle, pogoda byle jaka obniża ciśnienie i sprawia, że nic się nie chce. W weekend "zaliczyłam maraton" po pracujących w te dni  gabinetach dentystycznych walcząc z bólem zęba, a i tak koniec końców wylądowałam na fotelu sąsiadki-dentystki mieszkającej za ścianą, (która przyjmuje pacjentów u siebie w domu i to do niej właśnie zwykle udaję się z "takimi problemami")  dopiero w poniedziałek.

A żeby nie było, że tak tylko psioczę i narzekam, pochwalę się Wam prezentem od mojego brata, zakupionym na kończącym się już w ten weekend Jarmarku Dominikańskim
Zdjęcie zrobiłam aparatem z telefonu, stąd dość marna jakość, w każdym razie są to kolczyki - sowy. Brat wręczył mi je mówiąc, że miały czekać do rozpoczęcia nowego roku akademickiego, ale nie wytrzymał, i że to taki prezent z przesłaniem, bo ktoś (czyli chyba ja) musi swoją mądrością nadrabiać za niego. Obawiam się tylko, że ten gest nie był czysto dobroduszny tudzież nie był objawem, że mój brat ma "przebłysk doroślenia" jeśli chodzi o myślenie, a próbą udobruchania mnie (ale o tym może opowiem kiedy indziej, bo na razie nie bardzo mieści mi się w głowie to co zdarzyło mi się widzieć...). W każdym razie z prezentem trafił - wie, że lubię takie nietuzinkowe rzeczy :)

***

W sobotę rano standardowo zostałam w domu z chłopcami (i bolącym zębem). Zapytani co zjedzą na śniadanie stwierdzili jednogłośnie (jak nigdy), że chcą jajka na twardo. Włożyliśmy wspólnie jajka do rondelka z wodą, po czym postawiłam na gazie, mówiąc Kubeluszowi żeby przypilnował czasu i zawołał za 15 min (woda była zimna więc dodałam parę minut dla "bezpieczeństwa"). po mniej więcej 3 min przybiegł zdyszany Szyszka i nawiązała się między nami takowa konwersacja:
- Trzeba wyłączyć już, bo dym tam z jajek leci!
- To nie dym, tylko para Szyszko. Woda jest gorąca i dlatego para leci.
(pobiegł do kuchni, zajrzał i truchtem wraca)
- Ale chodź już wyłączyć! Bo tam piana jest!
- Pewnie któreś jajko pękło, ale to nic, muszą się jeszcze chwilkę pogotować.
- Ale się nie mogą już gotować! A jak "wykipieją"?!

***

No nic kończę i pędzę zajrzeć do Waszych kącików... - i tak w sumie wyszło więcej niż myślałam, że zdołam wystukać hehe

7 komentarzy:

  1. he he dokładnie to samo chciałam napisać :P...
    Braciszek ma gust, bardzo ładne kolczyki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też rozbawiło mnie to słowo :D
    Serdeczności :*

    OdpowiedzUsuń
  3. najbardziej to mi się podoba ta rozmowa z Szyszką i to ,,wykipieją'' nie wiedziałam,że jajka mogą wykipieć ;d

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko jest mozliwe tym bardziej w dziecięcej wyobraźni. Cieszę się, że wreszcie napisałaś notkę.
    Buziaczki-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolczyki są śliczne :) Kalu, jeśli nie czujesz "weny" czy serca jak mówisz - może warto pomyśleć o urlopie? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. hehe, gotowanie wcale nie jest takie proste, jak się okazuje (nawet jajek ;). Mam nadzieję, że udało Ci się pokonać już ten ból zęba, pozdrawiam serdecznie, z Bogiem! :)

    OdpowiedzUsuń