8 czerwca 2010

Długo zastanawiałam się, jaki tytuł nadać tej notce a w końcu stanęło na tym, że jednak będzie beztytułowo... Z racji bardzo radykalnych zmian w moim żywocie i zapowiadających się kolejnych równie istotnych, zmiany są i tutaj, choć jeszcze zastanawiam się czy zaprzestać na tym co jest teraz czy odciąć wszystko zdecydowanie, jednym cięciem.

Ciężko mi pisać o tym nawet tutaj - w moim miejscu, wśród zaufanych... ale kiedyś, newrwy miały by i swój kres...
Po ponad 6 latach w związku zostałam sama... Człowiek, z którym tyle przetrwaliśmy, w zasadzie z dnia na dzień postanowił odejść. W niedzielę (22 maja) mówił jeszcze, że kocha, śmialiśmy się, wygłupialiśmy, chcieliśmy zaplanować dokładniej wakacje (Mamuś, przepraszam... - ale w tej sytuacji nici z naszych planów) a we wtorek(25 maja)....pstryk... i słyszę, że to koniec... Pytałam o przyczynę... mówił tak jakby sam nie wiedział, zapytałam czy jest w jego życiu ktoś... - najpierw twierdził że nie potem że tak a jeszcze później znów że nie... ja płakałam, jemu szkliły się oczy - wyszedł... Wieczorem próbowałam rozmawiać - usłyszałam, że nie ma sensu już nic działać... i tak już zostało... Przepłakałam kilka dni, kilka nocy, nie jadłam, ból sprawiało nawet przełknięcie śliny...Wtedy to chyba po raz pierwszy w życiu zaczął przeszkadzać mi wózek. "Bo kto zechce dziewczynę na wózku...?" Potem byli goście, brakło czasu na rozpamiętywanie a jak się chwila znalazła to wolałam robić dobrą minę do złej gry bo przecież "trzeba było trzymać jakoś fason" żeby uniknąć pytań i "dokładania" przez rodzinę. 
Goście pojechali. Bałam się, że nie zapanuję nad swoim wolnym czasem i znów się sypnę, aż do czasu kiedy chyba zaczęłam normalnie myśleć :
  1.  Już od jakiegoś czasu, docierały do mnie dziwne informacje dotyczące M. jednak ja nie wierząc w to puszczałam to mimo uszu. Dochodziło do mnie np. że M. twierdził ż ze mną nie jest jak był; że kierował propozycje towarzyskie naszym/moim koleżankom podczas gdy ja czekałam na niego w domu itp.
  2. Któregoś dnia już po "godzinie zero" przysłał sms z pytaniem kiedy może odebrać resztę rzeczy, umówiliśmy się i zapytałam czy jeszcze czegoś ode mnie chce na co on odpowiedział (tu cyt.) "raczej nie, no chyba że chcesz się spotkać na odrobine seksu" o żesz... - pomyślałam Co jak co ale pomiatać sobą nie dam (swoją drogą zaczęło mnie zastanawiać jak długo traktował mnie jako taką wyłącznie do łóżka...) 
Uświadamiając sobie te dwie najważniejsze i kilka drobniejszych spraw, stwierdziłam że chyba faktycznie nie ma po kim płakać. Zdumiało mnie jak bardzo umiejętnie udawał, mydlił mi oczy. Jak bardzo kochałam i jednocześnie nie znałam tego człowieka...
 

Kim jestem? - ja kobieta zraniona, kobieta porzucona, kobieta ucząca się żyć sama (bo w zasadzie nigdy sama nie byłam)... - jak mi idzie? jak się czuję? - chyba jeszcze sama nie wiem...


***


Co z blogiem? Był taki moment, że chciałam usunąć go bez słowa. Potem (czyt. wczoraj) jak już postanowiłam, że zostaję tutaj chciałam wykasować wszystkie notki i zaczynać od nowa, ale dziś pisząc te słowa stwierdziłam, że notki zostają - to moja przeszłość od której nie ucieknę, a że niczego nie żałuję nie będę się oglądać i pójdę na przód...

9 komentarzy:

  1. Kala, a jadnak się stało...bardzo współczuję. Wiem jakie to jest ciężkie przeżycie. Ale to niech on żałuje, a nie Ty. Nie jest eś go warta, znajdziesz sobie kogoś napewno. Wózek, no jest i będzie, ale wiem jedno, ze prawdziwej miłości te dwa koła naprawdę nie przeszkodzą, tym bardziej, że wiem, iz jesteś naprawdę samodzielna.
    Wy bylismcie już ze sobą za długo, M nie chciał ślubu, co mnie dziwiło. A mimo wszystko jak już się długo chodzi ze sobą, to coś się zaczyna dziać w pewnej chwili nie dobrze. Ale powiem ci, ze może i dobrze, że tak się stało, niż miałby skakać na bok a do Ciebie przychodzić po ptarcie łez i Cię wykorzystywać. Niech sobie fruwa tam gdzie chce, jeszcze spomni sobie to co było. Dasz radę, jesteś silna!! A ja jestem z Tobą.

    Wiem, na razie rany świerze bolą ale może i dobrze, że tak się skończyło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana coreczko
    jestem z Ciebie dumna bo:zrobilas juz bardzo duzo a mianowicie otworzylas sie i mozesz juz pisac o wszystkim a jeszcze rok temu bylo to niemozliwe.
    Jestem z Ciebie dumna bo: bardzo rozsadnie myslisz,mowiac ze M nie jest wart Twojej milosci,boli i bedzie bolalo bo zaufalas ,ale on nie byl szczery z Toba i tak to sie dzieje w zyciu,Powtorze jeszcze raz co ci mowilam,cala swoja uwage poswiec nauce ,rzuc sie w wir nauki a nie bedziesz miala czasu rozmyslac a to co uzyskasz na studiach napewno zaowocuje w dalszym twoim życiu.
    Moja rada...........wez gleboki oddech,
    policz do dziesieciu
    glowa do gory i do przodu,coreczko na M nie konczy sie swiat.
    To samo mowilam mojej corce G ,kiedy zostala sama z dzieckiem i bylo jej bardzo ciezko bo dodatkowo musiala splacac dlugi meza,ale dala rade ,poszla na studia ,poszla do pracy ,ja jej pomagam i to jest nie ta dziewczyna ,a tak samo jak Ty zaufala ,bezgranicznie zaufala a byla oszukiwana.Teraz inaczej patrzy na to wszystko ,trzeba czasu ,spokojnie coreczko nie jestes sama ,zawsze mozesz do mnie zadzwonic ,najwazniejsze ze jestes z nami,a my jestesmy z Toba ,czasami taka rozmowa ,to tez jest wsparcie i pomaga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Siedze sobie przed komputerem i tak mysle o Tobie coreczkoi wlasnie wpadla mi taka mysl ,a mianowicie przypomnial mi ise obrazek ,ktory wczoraj widizalam ,bylan wczoraj z moja wnuczka na hamburgerach ,i siedze sobie przy stpoliku ,moja wnuczka biega z kolezankami ,(jest bardzo kominikatywna wszedzie sobie znajdzie kolezanki) i podjezdza samochod ,nic nadzwyczajnego ,a samochodzie bardzo ladna dziewczyna ,wysiada jej kolezanka ,podchodzi bo bagaznika i wyciaga wozek inwalidzki,podjezdza do drzwi i pomaga usiasc tej dziewczynie,ja pomyslalam sobie o Tobie coreczko,nikt nie zwracal uwagi ,kazdy byl zajety soba ,to jest normalne ,miala autko dostosowane do siebie.Kochanie ,jeszcze w Twoim zyciu moze bardzo duzo sie wydarzyc a moim marzeniem bylo by zebys kiedys przyjechala do mnie swoim wlasnym samochodem ,studiujesz ,zdobywasz wyksztalcenie ,cale zycie przed Toba.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hym,żadne słowa tu nie pomogą,nie oddadzą tego co czujesz Kala.Czas musi zrobić swoje i Ty swoje przejść.Będziesz cierpieć,myśleć,ale do pewnego momentu...Ot życie-jak ja to mówię...I nie jestem gruboskórny,ale tak jest czasem,tak się dzieje czasem i ważne,aby nie szukać w tym wszystkim swojej winy,nauczyć się dalej żyć,za bardzo nie rozpamiętywać(mimo,że to będzie wracać ciągle-w snach,w myślach)...Aż zostaną tylko wspomnienia,bez bólu...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kalu, przykro mi jest czytać takie rzeczy... 6 lat, to bardzo dużo czasu... Nie potrafię pojąć, jak w kilka dni można przestać kochać... Przecież, jeżeli ktoś wypowiada takie ważne słowa, musi wiedzieć, co mówi, nie wolno tego rzucać na wiatr. Kocham, - bardzo dużo znaczy, i jeżeli on w 3 dni, po wypowiedzeniu takich słów do Ciebie, odchodzi, to oznacza, że albo nie znał znaczenia słów, albo były one dla niego puste, niezobowiązujące, i tak naprawdę, nigdy nie kochał Cię tak, jak powinien kochać mężczyzna kobietę. Nie zasłużył na Ciebie... Trzymaj się kochana, bądź silna, i przetrwaj ten najgorszy dla Ciebie czas.... Wirtualnie jestem z Tobą! A on..., on niech spada na drzewo, i żałuje..., bo to, że będzie żałował tego, co zrobił jest oczywiste!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystko, co mogłabym napisać, zostało tu już wypowiedziane.
    Kalu, przytulam Cie wirtualnie
    i życzę, żebyś wierzyła w to, że ta prawdziwa
    "połówka pomarańczy" kiedyś Cię odnajdzie,
    pokocha i otworzy się na Twoje wielkie, dobre serce.
    Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki Wam, że jesteście... - dziś jest taki dzień, że nie wykrzesam z siebie nic więcej, choć chciałabym powiedzieć wiele-wróciło coś jeszcze... Muszę z tym "powalczyć"... choć z drugiej strony wcale nie chcę - o, taki paradoks...

    OdpowiedzUsuń
  8. Kalu... Tak mi przykro :( Najpierw nie wierzyłam, a potem przeczytałam drugi raz. Tylko bardzo Cię proszę, nie myśl o sobie jako o gorszej tylko dlatego, że jeździsz na wózku! A skoro on Cię opuścił z tego powodu, to po prostu był niedojrzały i może dobrze z drugiej strony że tak się stało, bo co by było gdyby tak niedojrzały człowiek zaczął zakładać na poważnie rodzinę? Takich facetów, którzy po iluś latach opuszczają kobiety bez powodu to bym normalnie do kamieniołomu wysłała... A niech się pomęczy, albo na pal go tak albo na stos z chrześcijańskiej miłości hihi :)
    Kalu, dla mnie jesteś mądrą i doświadczoną kobietą. I naprawdę żałuję, że nie mieszkam gdzieś bliżej Ciebie, żeby przyjechać, przytulić, pomilczeć z Tobą, albo pogadać...
    Pozdrawiam ciepło :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam, trafiłem tu trochę przez przypadek, ale przeczytałem, i chcę powiedzieć, że też bardzo współczuję... wyobrażam sobie, że musi Ci być ogromnie ciężko, ale nie poddawaj się. Dorzucam zdrowaśkę w Twojej intencji, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń