Póki co nie mam siły do samej siebie i mam tylko nadzieje, że faktycznie "jakoś mi przejdzie" i nie chwyci mocniej...
Uciekam w zapomniane, a niezwykle miłe zajęcia... Anioły i inne cudeńka z masy solnej powstają... (jak skończę zrobię zdjęcia i wkleję tutaj) maluję, czytam i piszę coś tam do szuflady, w całości "łykam" kolejne audiobooki... Może po prostu w ten nietypowy sposób ładuję "na później" akumulatory pozwalając sobie na egoizm? Boję się tylko tego, żebym nie przesadziła i nie zaczęło się "to" na M. odbijać, czego oznaki dało się już w zeszłym tygodniu zauważyć...
Nie ma wyjścia - muszę się z "tego" jakoś wywlec... - oby w całości...
Nutka na dziś:
PS. Topór wojenny z M. zakopany w nocy z soboty na niedzielę... - uff błagam... nigdy więcej...
Jestem z Tobą -bedzie nam łatwiej przezimować.
OdpowiedzUsuńOby do wiosny,
Pozdrawiam Cie serdecznie.
Uff- ulga -ciesze sie ze z M juz wszystko w porzadku i oby sie juz to niepowtorzylo.
Kala, my - kobiety przetrzymamy wiele. Ci to mówię. Dasz radę!
OdpowiedzUsuń