15 marca 2010

Trwać i nie oszaleć

"Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat - ja wysiadam" - śpiewał ktoś kiedyś i trafił niesamowicie celnie w mój obecny stan ducha... - nie dam się! Zima się skończy, z domu się ruszyć bez niczyjej pomocy będzie można to i może mi minie...
Póki co nie mam siły do samej siebie i mam tylko nadzieje, że faktycznie "jakoś mi przejdzie" i nie chwyci mocniej...
Uciekam w zapomniane, a niezwykle miłe zajęcia... Anioły i inne cudeńka z masy solnej powstają... (jak skończę zrobię zdjęcia i wkleję tutaj) maluję, czytam i piszę coś tam do szuflady, w całości "łykam" kolejne audiobooki... Może po prostu w ten nietypowy sposób ładuję "na później" akumulatory pozwalając sobie na egoizm? Boję się tylko tego, żebym nie przesadziła i nie zaczęło się "to" na M. odbijać, czego oznaki dało się już w zeszłym tygodniu zauważyć...
Nie ma wyjścia - muszę się z "tego" jakoś wywlec... - oby w całości...

Nutka na dziś:



PS. Topór wojenny z M. zakopany w nocy z soboty na niedzielę... - uff błagam... nigdy więcej...

2 komentarze:

  1. Jestem z Tobą -bedzie nam łatwiej przezimować.
    Oby do wiosny,
    Pozdrawiam Cie serdecznie.
    Uff- ulga -ciesze sie ze z M juz wszystko w porzadku i oby sie juz to niepowtorzylo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kala, my - kobiety przetrzymamy wiele. Ci to mówię. Dasz radę!

    OdpowiedzUsuń