Zaczynam pisać w czwartek, skończę już piątek... M śpi sobie już dłuższą chwilę,a ja wsłuchując się w jego oddech (od zawsze działa na mnie jakoś tak uspokajająco) leżę, leżę, leżę i mimo, że niby czuję zmęczenie i spać się chce, to jednak usnąć nie mogę - dziwne to... Na nic zdaje się książka czy słuchawki w uszach, a skaczącym barankom jakoś nie zawierzam.
Lubię noce... cicho, ciemno... Jest to chyba jednak czas kiedy myślę aż za dużo...
Dziś (wczoraj?) M. pokłócił się z matką. Znów poszło o mnie - że połowę urlopu ma już za sobą i jest ze mną w domu, zamiast do rodziców przyjechać... Awantura o nic w zasadzie, bo co za problem zadzwonić, przyjechać albo powiedzieć żeby on (my?) przyjechał w odwiedziny?
Odkąd poznałam mamę M. czułam ogromny dystans z jej strony, mimo że zawsze było miło, grzecznie no i w zasadzie interesowała się jak studia, jak między nami itp. Jednak zawsze było coś co bardzo mnie dziwiło i bawiło zarazem: Jak żyję nie widziałam tak skrajnej dominacji kobiety nad mężczyznami (a w domu miała ich 3 - piszę "miała" bo M i jego brat już w domu nie mieszkają - biedny teściu...) kierowała nimi jak chciała, no i mnie też próbowała przekonać do swoich racji, a jak zauważyła, że ja się nie dam a między mną a M. robi się coraz poważniej - zaczęły się schody. Jak u nich bywałam, na moich oczach obcesowo tuliła syna i mówiła jak to bardzo go kocha, przy stole siadała między nami mówiąc, że z brzegu będzie mi wygodniej a i ona musi być "na wylocie". M. do mnie dojeżdżał, a mama wynajdowała mu zajęcia żeby tylko do mnie nie jechał... Trochę się to ciągnęło, zła byłam nieziemsko - w końcu M. to uciął, a mama się pogniewała i tak w zasadzie jest do dziś - sztucznie i niemiło w stosunku do nas obojga.
Miała inny plan na życie dla M. Chciała mieć prawnika i księdza w domu (prawnika ma, M. księdzem nie został)... Jest zawiedziona, zazdrosna...
Ja z jednej strony ją rozumiem: M. związał się ze mną jako niepełnosprawną, i choćbym nie wiem jak się starała to wszystkiego w domu nie jestem w stanie zrobić (np okien nie umyję, a ścierając kurz z półek sięgam tylko do pewnego poziomu) i M. będzie musiał się tym zajmować... A że każda matka chce dla dziecka jak najlepiej to chciałaby żeby M. miał przy sobie kogoś bez problemów zdrowotnych, nie pojmując przy tym, że jej syn wiąże się ze mną z całą świadomością tego co nas czeka (zresztą ja uważam, żem uparcie samodzielne jest stworzonko i wiele od zdrowych partnerek i pań domu nie odstaję) i jest szczęśliwy właśnie ze mną a nie kimś innym...
Jako że najlepszym sposobem na pozbycie się smuteczków jest zagryzienie ich w brutalny sposób własnymi zębami zapraszam na faworki (Mamuś/Ewuś - udało się! :) )
Z serii ogłoszeń parafialnych:
- Nagłówek zmieniłam - znalazłam w grafice swój ukochany jaśmin (uwielbiam ten zapach) Gdy kwitnie, M. przynosi mi go bukietami z parku w pobliżu pracy ♥
- Zdjęłam hasło - zauważyłam, że póki co i tak nie ma komu mi tu przeszkadzać, a do listy zaproszonych zawszę mogę wrócić (przy czym nie będę musiała wysyłać maili ponownie, bo te wysłane wcześniej będą wciąż ważne)
- Widzę, żeście się dziewczynki zintegrowały :) - Zimbabwe z Salanee i Ivą, czy tam Salanee i Iva z Zimbabwe hehe fajnie. (Zimbabwe jest moją najstarszą w stażu czytelniczką i powierniczką, kumpelą zarazem (Aluś, ile to już czasu? Gdzieś ok. 3 lata chyba nie? :* )
- Napisałam ten post w nocy, ale nie zdążyłam opublikować bo net mi siadł (zostawiam nocną godzinę kopii roboczej - nie chce mi się kombinować)
PS. Rozpisałam się - nie usnęłyście? :D
PPS. w nocy przeskoczyło mi coś w okolicy karku i boli cholerka... Jak nie urok to... echhhh sypie się człowiek na stare lata... - dobrze, że mam wykwalifikowanego masażystę w domu...
Nutka na dziś - jedna z moich perełek zawsze ulubionych (i żeby nie było, że nie uprzedzałam, że jestem raczej nietypowa i specyficznie specyficzna w kwestii gustu muzycznego [Salanee ;)])
Oj tak Kalu... Ja pamiętam Cię jeszcze z czarnego, onetowego alergika :) No to już będą 3 lata jak nic :)
OdpowiedzUsuńCo do teściowej... No tu pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. I tyle. Ludzie na starość zwłaszcza mają swój punkt widzenia i choćby nie wiem co nie da się tego zmienić. Pozdrawiam ciepło :)
Na sentymenty nam się zebrało hihi :)
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o teściową... nie wymagam żeby między nami była jakaś wielka zażyłość, chciałabym jedynie żebyśmy były w stanie się znieść w końcu to matka M. w innym wypadku za przeproszeniem zwyczajnie olałabym co myśli...
Trzeba to oblać :) Tzn. te sentymenty. Może herbatką? ;) (Tylko szkoda że tak daleko...).
OdpowiedzUsuńTeściowe są różne i niestety ale nigdy nie uniknie się jakichś mniejszych lub większych nieporozumień... Może kiedyś zrozumie co i jak kiedy sama będzie potrzebowała pomocy. Pozdrawiam :)
Kala, no współczuję, bo najgorsze co może być to kłócic sie z teściową. Przecież to mama Twojego mężczyzny. Ale niestety nigdy nie jest tak jak my chcemy. Mam nadzieję, że kiedyś zrozumie, że jej syn ma prawo do szczęśćia a Ty, jesteś dziewczyną taką jak każda inna, a że poruszasz sie na wózku...no i co z tego.
OdpowiedzUsuńNie jest to proste ale musisz to olać i patrzeć na tą sytuację z przymrużeniem oka.
Powodzenia
Kochana Kalu moja coreczko ,ciesze sie ze udaly sie faworki,oj bedziemy robic eksperymenty w pieczeniu i gotowaniu.
OdpowiedzUsuńA co do tesciowej ,to "jeszcze sie taki nie narodzil coby tesciowej dogodzil".
Twoja tesciowa jest zazdrosna o swojego syna,i tak sie dzieje i nie tylko u Ciebie.Nie wmawiaj sobie ze to tak jest ze Ty jestes osoba niepelnosprawna ,nie zgadzam sie z tym ,bo znam osoby pelnosprawne i nie moga dogadac sie z "mamuska" tesciowa .Nie przejmuj sie ,najwazniejsze ze oboje z M sie kochacie bo to jest najwazniejsze.Wierze ze kiedys tesciowa to doceni ze jej syn jest szczesliwy.
Czytałam kiedyś fajną książkę (o ile sytuacje tam przedstawione można nazwać fajnymi...)
OdpowiedzUsuń"Toksyczni teściowie". Polecam. Niektóre rady pozwalają skutecznie obronić się przed jadem.
Piosenka cudowna :) bardzo lubię SDM.
Pozdrawiam serdecznie.
W kwestii teściowej się wypowiedzieć nie mogę, gdyż takowej nie posiadam, niemniej jednak, większość dziewczyn źle o nich sądzi, a i same teściowe to samo :) Chociaż, zdarzają się wyjątki, kiedy to można się miło zaskoczyć. Mnie by każdy chciał na swoją synową - wśród starszych babek w szpitalu mam branie, oj, nie wiedzą, co czynią, nie ma to jak, mamusie swatają swoich nic nie wiedzących synów, którzy notabene są już w związkach ;)
OdpowiedzUsuńKala, najważniejsze, M, się nie dał zdominować. Zuch facet!
A Zintegrowały, w kupie raźniej - wszakże tego... :D
Kochana ja mam tak samo tylko ze z tesciem i wiele razy wspominał ze jego syn nie umiał wybrac sobie partnerki zyciowe dni w ktorych zyc mi spokojnie nie daje! Ja go olewam totalnie a jak mi wchodzi bardzo na odcisk to mowie z grubej rury to co mysle!Pozdrawiam www.nasza-czworka.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńAch te "kochane" teściowe...łączę się w bólu niestety. Na pocieszenie powiem, że sytuacja raczej nie ulegnie zmianie hmmmmmmmmmmm to chyba nie na pocieszenie :)
OdpowiedzUsuńCo do SDM to uwielbiam ten właśnie kawałek i kiedyś umiałam to grać na gitarze :) tak w ogóle to nie potrafię :)