Sesja w toku... Część za mną, część jeszcze przed... Jak się studiuje zaocznie to tak się wszystko niemiłosiernie wlecze... Niektórzy studenci mają już wszystko za sobą, u mnie to trwa i trwa, końca nie widać, a jeszcze jeden z wykładowców przypomniał sobie, że ma nam powiedzieć o konieczności napisania dwóch prac zaliczeniowych na następne zajęcia - to też sobie cholerka szybko facet przypomniał(kiedy ja to zrobię?)
Matka, ponownie raczyła mnie (delikatnie mówiąc) zdenerwować. Zadzwoniła wczoraj popołudniu i mówi, że ma papiery do zaksięgowania na dziś, na 15.00... Krew mi się wzburzyła lekko już na wstępie bo nikt normalnie nie zostawia jakichkolwiek papierów na ostatni moment, ale cóż...zaksięguję - powiedziałam...(w końcu to ja mam takie wykształcenie i ja w księgowości pracuję póki co)
Ale to jeszcze nic...
Przywozi mi te papiery... Ja patrzę... A tam... Zaległości w księgowości od PONAD PÓŁ roku!
No i przekleństwa sypały się na głos - teraz z perspektywy czasu trochę zła na siebie jestem, bo staram się pilnować i z reguły bardzo rzadko zdarza mi się kląć, ale jakoś musiałam sobie ulżyć a wolałam tak, niż wyżyć się na M. za jakieś głupstwo... I tak podsumowując kwitłam nad tym wczoraj od 19 do 1.20 (tak - w nocy) i dziś od 9 do 12 - koszmar jakiś, w pewnym momencie to już mi cyferki tańczyły przed oczami, a cysterna kawy została wypita... (ehh serducho mi przez to siądzie kiedyś... za dużo tej kawy ostatnio)
Jeszcze zanim dostałam te papierzyska, spędziłam trochę czasu z M. - fajnie było... Dorwaliśmy się do gitar... (ja to już prawie zapomniałam jak to to wygląda i jak się używa hehe) Tak lubię jak czasem gramy sobie we dwójkę (rzadko jest na to czas niestety) - odstresowuje no i śmiechu co niemiara jak komuś (najczęściej mnie) wyjdzie coś dziwnego spod palców.M. gra od dziecka praktycznie, no i nauczył mnie już co nieco. Ja gram jeszcze na pianinie (i to podobno dobrze, choć też wieki już nie grałam), na flecie poprzecznym ( tu jestem samoukiem i na razie tylko"Sto lat" i 4 kolędy jestem w stanie "wydmuchać") no i na nerwach (bo jakżeby inaczej hehe )
Obiadu dziś nie gotuję, bo przyjechała wałówka od mamy M. więc och... odpocznę sobie...
Miłego dzionka :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz