17 października 2009

Krótkie przeminęło z wiatrem

Z dnia na dzień aura za oknem zrobiła się trudna do zniesienia. Zimno, wietrznie, mokro - jednym słowem mało przyjemnie. Wychodząc w środę do dziekanatu już w drzwiach stwierdziłam, że zbyt lekko się ubrałam i musiałam się wrócić. "Uzbrojona" w zimową kurtkę, szalik i rękawiczki ruszyłam... Wiatr urywał głowę, a sama droga stała się slalomem gigantem - byleby tylko nie dostać latającą gałęzią czy dachówką po głowie albo nie wpaść na powalone śmietniki, budki telefoniczne czy nawet drzewa.
Iliść piachu jaką miałam w oczach, ustach, i we włosach (mimo kaptura) wystarczyła by z pewnością na małą piaskownicę.
Pierwszy raz znalazłam się w środku "czegoś takiego" - aż takiego.
Sieci pozrywane - dlatego też internetu nie było a i teraz co chwilę zrywa połączenie i nawet nie wiem wiem czy uda mi się opublikować to co teraz piszę.
W weekend mam już zajęcia więc pewnie nie napiszę nic choć notki w głowie się mnożą.
Pozdrawiam zostawiając zapas ciepełka - piękną mamy zimę tej jesieni... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz