20 października 2009

Ocalić od zapomnienia

Właśnie wróciłam ze spaceru z M. Już prawie zapomniałam jak to jest przebywać z Nim gdziekolwiek poza domem. Nie, żebym narzekała, po prostu widzę różnice między tym co było kiedyś, a tym co jest teraz... - każde z nas jest czymś zajęte praca, szkoła albo dom - a wieczorem zazwyczaj na niezbyt wiele ma się chęci, a gdy te są, zwyczajnie pada się na twarz. Jak czasem wspomę sobie jak to było kiedyś, kiedy się było "młodym, pięknym" i zakochanym tak bardzo, że nic poza to się nie liczyło, zdarza mi się śmiać z tego jacy wtedy byliśmy, ale zdarza się też zatęsknić za tym co było.
Brak obowiązków (poza szkołą) pozwalał na godziny spędzone razem, a pomysłów - nieraz głupich - na spędzenie tego czasu ogrom. Zdarzały się nawet wagary, żeby tylko się zobaczyć. Uwielbiałam wręcz to wymykanie się ukradkiem z domu lub lekcji.
Teraz, gdy (pozornie) mamy siebie cały czas, a i obowiązków przybyło - nie ma już tego wariactwa. Jest inaczej, ale miłość nadal kwitnie. Nie zawsze trzeba słyszeć "kocham" żeby wiedzieć, że druga osoba to czuje. Gdy np. M. po kolacji mówi : "Dziś ja pozmywam" - wiem już wszystko... Jak zaczęłam spotykać się z M. czułam się trochę tak jakbym złapała Pana Boga za nogi i do dziś się to nie zmieniło... - M. dziękuję... serce

***

Notka może trochę chaotyczna, ale zawiera to co chciałam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz