Brak obowiązków (poza szkołą) pozwalał na godziny spędzone razem, a pomysłów - nieraz głupich - na spędzenie tego czasu ogrom. Zdarzały się nawet wagary, żeby tylko się zobaczyć. Uwielbiałam wręcz to wymykanie się ukradkiem z domu lub lekcji.
Teraz, gdy (pozornie) mamy siebie cały czas, a i obowiązków przybyło - nie ma już tego wariactwa. Jest inaczej, ale miłość nadal kwitnie. Nie zawsze trzeba słyszeć "kocham" żeby wiedzieć, że druga osoba to czuje. Gdy np. M. po kolacji mówi : "Dziś ja pozmywam" - wiem już wszystko... Jak zaczęłam spotykać się z M. czułam się trochę tak jakbym złapała Pana Boga za nogi i do dziś się to nie zmieniło... - M. dziękuję...

***
Notka może trochę chaotyczna, ale zawiera to co chciałam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz