Pytanie na pozór proste, jednak z niejednoznaczną i trudną do interpretacji odpowiedzią...
Niepełnosprawność - mimo postępów nadal jest w naszym społeczeństwie tematem tabu. Przemierzając miasto często czuje się na sobie ciekawski lub wręcz zdumiony wzrok przechodniów, słyszy się słowa mam lub babć idących z dzieckiem za rękę: "Popatrz jaka biedna pani". Ludzie obawiają się O.N. (Osób Niepełnosprawnych), patrzą na nich przez pryzmat wózka, kul... To wygląda trochę tak, jakby bali się "zarazić nieszczęściem" - ale nie chciałam mówić o ludziach ogółem a o samych niepełnosprawnych - o nich i ich najbliższym otoczeniu.
Osobiście podzieliłabym O.N. na dwie grupy:
- (Żyjących)
- Żyjących

Podobne? Identyczne?
(Żyjący) - to osoby całkowicie zależne od innych (i nie mam tu na myśli tych, którzy z racji swoich schorzeń nie egzystują samodzielnie - całkowicie lub w jakimś stopniu - a tych, którzy nie wykazują nawet chęci...)
- Kobieta 3 może 4 lata starsza ode mnie, z tą samą chorobą, podobnym stadium (postaci). Do wszystkich czynności potrzebna jej pomoc: rodzice ją kąpią, ubierają, przełączają kanały w TV. Matka nawet wyciera jej nos...
Obiad: 2 duże kotlety schabowe pokrojone (dosłownie jak dla niemowlaka) w mikroskopijną kostkę (przytoczę słowa jej mamy: "A po co ma się męczyć z krojeniem? Tak będzie szybciej" - no tak, teraz to nawet gryść nie musi - pomyślałam) z górą ziemniaków pływających w tłuszczu, a przy tym żadnej surówki czy warzyw. Po obiedzie kawał sernika i herbata klej tzn. bardzo mocno posłodzona.
Przez to wszystko Magda* będąca mniej więcej mojego wzrostu (ja mam 152cm więc niska jestem) ma np. udo jak oba moje, albo i lepiej (tu chciałabym nadmienić, że utrzymanie prawidłowej wagi u osoby poruszającej się na wózku jest trudne z racji tego, że siłą rzeczy mniej się porusza, ale z autopsji wiem, że da się to zrobić).
Ta Kobieta nie widzi w swoim postępowaniu niczego nieodpowiedniego, a to że wszyscy wkoło niej skaczą jej odpowiada. Ciągle tylko woła: "Mamo, podaj mi książkę" "Mamo, zdejmij mi sweter" "Mamo..." itp. itd.przy czym nie używa słowa "proszę".
Można by rzec, że matka ją do tego przyzwyczaiła, ale z drugiej strony, czy nie warto robić samodzielnie czegokolwiek? Choćby wokół siebie (tzn. ubieranie się, mycie itp)?
Któregoś dnia mama opadnie z sił, kiedyś jej zabraknie co wtedy?
* imię zostało zmienione
***
A teraz zabawna anegdotka z mojego życia:
Przez pierwsze 3 lata nauki mama prowadzała mnie do szkoły. Pewnego zimowego dnia (miałam wtedy z 8 lat) szłyśmy jak zwykle tą samą drogą, gdy małe kółko od wózka wpadło nam w dziurę w chodniku i ja trochę się z tego wózka zsunęłam. Na co pewna pani stojąca na przystanku krzyczy do mamy: "Nie może jej pani przywiązać?!" na co ja odparłam: "Niech się pani sama przywiąże!" - moja mama do dziś ma z tego ubaw.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz