Od jakiegoś czasu mam dziwne wrażenie, że rozczarowuję część otaczających mnie osób... Praktycznie od małego swoim uśmiechem, radością i optymizmem "kupowałam" sympatię innych i mimo, że życie nie rozpieściło mnie ani zdrowiem, ani sytuacją rodzinną, pokazywałam dołeczki w policzkach.
Jak jest dziś?
Kiedyś się śmiałam - teraz ciężko mi to przychodzi...
Kiedyś wierzyłam w Boga, w ludzi - teraz ciężko mi zaufać komukolwiek...
Kiedyś uczyłam się tańczyć, brałam udział w konkursach - teraz już tego nie robię...
Kiedyś śpiewałam (podobno całkiem nieźle) i przynosiło mi to radość - teraz uważam, że fałszuję...
Kiedyś miałam czas, żeby rysować, czytać - dziś braknie mi czasu na cokolwiek,a ochota wielka...
Kiedyś często mówiłam M. że go kocham - teraz wydaje mi się to oczywiste...
Kiedyś - dawno; w zasadzie jak zaczynaliśmy być ze sobą (pamiętam było to na "naszej" ławce w parku na której też już od wieków nas nie widać) M. powiedział, że nigdy nie chciałby popaść w rutynę no i chyba właśnie się stało... M. w pracy albo w szkole, ja również w szkole albo w domu - pracuję i ogólnie "kurodomowię" teraz jeszcze najczęściej z Szyszką pod opieką.
To w zasadzie nie jest jakoś bardzo dużo - wielu tak żyje, ale to chyba ta rutyna mnie męczy...
Sam braciszek męczący nie jest, męcząca jest sytuacja z nim związana: podrzucają mi go (albo dzwonią po mnie) kiedy chcą (dosłownie) jak worek ziemniaków a przecież dziecko to nie przedmiot...(ostatnio nawet zdarza mu się wołać do mnie "mamo" zamiast po imieniu - co już naprawdę nie jest śmieszne) nie wspominając o tym, że ja przecież też mam swoje życie, swoje sprawy. Mogłabym owszem odmówić, ale kto potem mi pomoże jak naprawdę będę potrzebować? egh... Chociaż z drugiej strony coś mnie trafia jak matka mi wytyka, że poświęciła się dla mnie, nie poszła na studia etc. Czy jestem niewdzięczna nie chcąc się podporządkować wszystkiemu co mówi...?
Muszę coś tym zrobić, bo zwariuję... Staje na rzęsach aby zadowolić wszystkich w koło kompletnie zapominając o sobie. Poczucie własnej wartości gwałtownie zmalało
Cholerka, muszę wziąć się w garść!
***
Poszalałam sobie troszkę tutaj :) Sporo zmieniam i chyba mam przesyt, ale jak się zmieni miejsce z takiego, na którym nic nie można na takie, na którym można wszystko to wiele chciałoby się wypróbować :)
Nadal kuje i nadal uszami mi wszystko wychodzi zamiast w głowie zostać.
M. zdrowy - leki nie pomagały, pomogła herbata z imbirem.
i tak powiem ze jesteś WIELKA KAROLINKO
OdpowiedzUsuńBuziaczki dla Ciebie
Karolinko kiedy byliśmy młodsi to inne mieliśmy spojrzenie na świat, co innego było dla nas warzne!
OdpowiedzUsuńA teraz, teraz mamy inne radości i spojrzenie na świat. Inaczej spostrzegamy życie.
Wg mnie jest dobrze. A najważnieszje karolinko to być sobą. Głową się muru nie przebije na pewne rzeczy nie ma sie wpływu, ale najważniejsze to by trzymać kurs, mieć swoje zdanie na wszystko.
Będzie dobrze, nie martw się!
Iva