Czytałam wczoraj wypowiedź pewnej niepełnosprawnej kobiety, która stwierdziła, że nie wzięła ślubu z miłości a z wygody, (a właściwie, że miłość była dla niej sprawą drugorzędną) by jej biednej (bo niepełnosprawnej) nikt nie oszukał, nie skrzywdził i było komu obronić ją przed tym okropnym padołem w którym przyszło jej żyć (nie cytuję jej słów, ale sens jest mniej więcej taki).
Przeczytałam te słowa i pojąć nie mogę jak tak w ogóle można.
Czy jej druga połówka o tym wie? A może czuje tak samo?
Owa kobieta twierdzi, że nie jest szczęśliwa, ale jak można być, żyjąc w takim uda(wa)nym małżeństwie?
Wg. mnie taka postawa to skrajny egoizm - oszustwo skierowane do męża i jej samej, ale cóż...przynajmniej jestem bogatsza o świadomość, że są i tacy ludzie mimo, że na takie "coś" opadają mi ręce - może to ja jestem jakaś dziwna i nie rozumiem jej podejścia?
Na moje słowa określające mój związek z M. - tj że jestem szczęśliwa. - reakcja alergiczna - tak jakbym przez to, że jej w związku nie jest najlepiej - ja nie mogła (nie miała prawa) być szczęśliwa.
Kompletnie tego nie rozumiem - mój problem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz