*część pierwsza tutaj
Coraz częściej zdarza mi się słyszeć pytanie z tytułu.
Zadają je bliżsi i dalsi znajomi, rodzina... Powiem szczerze, że zaczyna mnie już męczyć, ba! - irytować, powtarzanie w kółko zdania, że "Ślub będzie, plany są, ale bliżej niesprecyzowane, a jak coś będzie wiadomo - damy znać".
Rozmawiamy o tym czasem, ale nie pali się... ślub nie zając...:
- póki co jest nam dobrze tak jak jest
- kasy nie ma, a bądź co bądź na ślub i nawet skromne wesele trzeba mieć jej niemało
- czasu też brak, bo uczymy się i pracujemy, a żeby załatwić cokolwiek trzeba wydeptać swoje
Poza tym fakt, jesteśmy ze sobą już długo, przeżyliśmy i lepsze i gorsze chwile, jesteśmy siebie pewni, ale gdzie jest sens brania ślubu na wariata? To ma być piękny dzień, nasz dzień, którego nie zapomnimy do końca życia - bez żadnego przymusu i nie pod czyjeś dyktando.
Ileż małżeństw jest dziś zawieranych pod wpływem impulsu, lub dlatego, że jest już dziecko? - a potem niejednokrotnie prowadzą do rozwodu albo trzymają przy sobie dwoje nieszczęśliwych ludzi? - przykre... i nie jestem za "modą" by być w wolnym związku, ale po co pośpiech a właściwie nieprzemyślane decyzje?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz