17 grudnia 2009

Zimy uroki...

Zima nastała... Śniegu odrobina zaraz się topi, co mnie osobiście cieszy, bo wyjście z domu wózkiem gdy śnieg leży to koszmar. Nie dość, że jechać samodzielnie się nie da, to jeszcze wszystko mokre i niemiłe, śnieg wbija się w bieżnik w oponach i po powrocie ma się w domu prywatne jeziorko.
Wielkiego mrozu nie ma, ale ja chyba dotkliwiej go odczuwam, bom jest stworzonko ciepłolubne.
"Uroki" mieszkania na parterze, dają o sobie znać w coraz większej częstotliwości.
Gdy wejść (zwłaszcza rano) do łazienki to widać parę lecącą z ust mimo kaloryfera na kółkach. Na drzwiach od klatki schodowej byliśmy zmuszeni nakleić kartkę z komunikatem "Proszę zamykać drzwi" bo sąsiedzi nie zawsze to robią, a mi ciągnie po podłodze mały halny, co w moim przypadku nie jest zbyt komfortowe. Mieszkanie małe, na poruszanie się wózkiem nie ma szans, więc muszę na czterech (równowaga moja kochana nie pozwala nawet chodzić na dwóch kolanach - z kuperkiem w górze). Stare budownictwo wiec palimy w piecach - jeden kaflowy i drugi taki a'la kominek z szybą, który uwielbiam osobiście. Drewno szykuje się cały rok, żeby na zimę starczyło, do piwnicy M.dziarsko lata, a palę już zazwyczaj ja, bo on wcześnie wychodzi.
Ponadto wspomnianą łazienkę no i podłogę w kuchni dogrzewamy elektrycznie (w tych miesiącach zawsze drżę o wys. rachunków) ale cóż... na lepsze mieszkanie na razie nas nie stać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz