14 grudnia 2009

Moja wiara - czyli co?? [2 mies. później]

To co się we mnie ostatnio dzieje, mnie samą zaskakuje...
O tym, że potrzebuję przewodnika duchowego wiedziałam już od dawna, ale uparcie sama sobie wmawiałam, że jest w porządku, a chyba było mi z tym po prostu wygodniej.
Znajoma dała mi kontakt do duchownego i prawdą się stało, że "znajomi znajomych są naszymi znajomymi".
Obawiałam się odezwać, powiedzieć prawdę, poprosić o pomoc... Nie było się czego bać. "Zawsze najpierw jestem człowiekiem, grzesznikiem, bratem, a potem dopiero księdzem..." - to mnie przekonało.
Zaskoczona jestem troszkę, bo moje wcześniejsze doświadczenia w rozmowach z duchownymi nie były zbyt dobre i kończyły się niemal natychmiast po tym jak wspomniałam, że żyję z M bez ślubu. Tutaj nikt mnie nie próbuje zmieniać na siłę, nie przekonuje, że robię coś strasznego, jedynie daje wskazówki, naprowadza, a co ja z tym zrobię pozostaje dla mnie. Gdy powiedziałam, że żyję (+ współżyję) z M. usłyszałam jedynie "Szkoda..." - co dało do myślenia. Rozmawialiśmy potem z M. przez pół nocy... Różnice między kocham - kocham, a kocham - pragnę, zostały zauważone i chcemy je udoskonalać.
Inną kwestią była moja modlitwa, z którą szczerze mówiąc krucho jest, a bez tego nie ruszę z miejsca. Póki co jest tylko jedna, która jest w stanie "przejść" przez moje serce - patrz kolumna z Twojej lewej strony - od początku, jest tu na blogu ze mną, abym codziennie ją widziała. Chciałabym umieć znów - na powrót - umieć modlić się sama, szczerze... "Usiądź w kościele i pomilcz" - chyba nie mogłam usłyszeć nic bardziej trafnego...
To takie proste "recepty", a potrzebowałam drugiej osoby, żeby zdać sobie z nich sprawę.
Zmiany ogromne. Te "na już" i te "na potem" - jeszcze wiele pracy przede mną, ale jestem na dobrej drodze.
Amen...

PS. Nigdy nie wierzyłam w przypadki, abo tylko mi się tak wydawało. Teraz jestem pewna, że nie wierzę - zbiegów okoliczności jest zbyt wiele. Wiem, że moja patronka św. Klara ma w tym wszystkim swój udział.
PPS. To co napisałam 2 mies. temu najchętniej bym skasowała (zwłaszcza tą część o teraźniejszości), ale nie zrobię tego - nie będę uciekać...
PPS2. Sama chyba nie wierzę jeszcze do końca, w to co się dzieje i w to, że o tym napisałam.

***

Dziękuję:

* Gosiu - za pamięć...
* Bracie Rafale - za wsparcie, pomoc, modlitwę i te "recepty"...
* Kaziu - za to, że przesłałaś mi kiedyś, gdy było ciężko - te kilka zdań modlitwy, która jak widzisz została ze mną...
* Janku - za to, że choć prawie się nie znamy ofiarowałeś mi swoją modlitwę i przypominasz mi o tym regularnie...

Dziękuję Wam wszystkim, że jesteście!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz