26 grudnia 2009

Święta, święta...

Sądziłam, że nie napiszę już nic do końca roku, jednak jakoś nie mogę się bez tego obejść - to jednak wciąga... może uzależnia?

Święta w toku. Należę do osób, które wręcz nie cierpią świąt i zanim te się zaczną już marzę o tym, żeby się skończyły. Fałsz u ludzi, przyklejone uśmiechy i życzliwości odrzucają szczególnie w tym czasie. Muszę przyznać, że w tym roku jest znośnie, a było nawet i zabawnie.
W Wigilię u rodziców M. przetrwałam życzenia i całowanie się z (pra)ciociami. Kolacja super na czele z moją ulubioną grzybową, którą moja (prawie)teściowa robi rewelacyjnie. Potem nastąpił najmniej oczekiwany, zaskakujący, ale i zabawny punkt programu a mianowicie "wybryk" (prawie)teściów:
Siedzimy sobie z M. i rozmawiamy z jego kuzynostwem ("świeżym" - bo półrocznym - małżeństwem). Słyszę - coś się z tyłu dzieje, ale nie specjalnie się tym przejmuję. Nagle naprzeciwko nas staje (prawie)teściu i mówi do M. z szeeerokim uśmiechem - a w zasadzie chichocząc prawie: "Ja nie wiem na co ty czekasz". W pierwszym momencie nie bardzo wiedzieliśmy o co chodzi, obejrzałam się za siebie a tam... (prawie)teściowa stoi... na taborecie... z... jemiołą w garści...! No tego jeszcze nie grali - pomyślałam śmiejąc się w duchu - a może nie w duchu bo łzy mi ciekły i mało nie spadłam z tego krzesła :) Szczerze mówiąc nie przywykłam do publicznych pocałunków, zresztą M. też nie bo ociągał się, no ale żeby tradycji stało się zadość cmoknął mnie szybko... - oj będziemy to wspominać :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz