Tak się zastanawiam jaki był ten rok, który liczy swoje ostatnie dni. Myślę, myślę i dochodzę do wniosku, że do najbardziej udanych to on nie należy no i nie stało się wiele, a przynajmniej niewiele tego co znacznie zmieniłoby coś w moim żywocie.
Zaręczyny, które były spontaniczne, a jednocześnie przemyślane, są najlepszym co mogło nas spotkać i tym, co wiele zmieniło w mojej relacji z M., narobiło zamieszania w moim ♥ i utwierdziło w przekonaniu, że ten człowiek naprawdę jest dla mnie.
Nauczyłam Szyszkę mówić L,R, SZ i CZ(do niedawna L i R mówił jak J, SZ jako S a CZ jako C) - przy nikim nie chciał mówić ładnie a mi się udało go przestawić.
Co prawda trzeba go jeszcze upominać, ale rezultat jest niezły.
Szkoła - nareszcie robię to co chcę, a nie to na co architektura mi pozwala - mam tylko nadzieję, że w tym wytrwam.
Coraz bardziej się usamodzielniam - co momentami proste nie jest, ale za to daje olbrzymią satysfakcję.
Nie dużo tego, teraz bynajmniej nic więcej do głowy mi nie przychodzi.
Plany na rok następny są dość spore, zwłaszcza że chciałabym nadrobić to, czego w tym nie zrobiłam - czy podołam? - oby nadchodzący był lepszy od tego co mija...
***
Sylwester zapowiada się wręcz świetnie - bo kameralnie.
Posiedzimy sobie sami z M. w domu. Ostatnio bardzo się mijaliśmy, więc to chyba najlepsze i najfajniejsze wyjście - tak naprawdę to nie mogę się już doczekać
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz