
Mikołajki... Na samą myśl uśmiech pcha się na twarz. Wracając myślami do dzieciństwa, jestem przekonana, że był to jedyny dzień w roku kiedy słodycze na śniadanie były dozwolone. Wieczorem poprzedniego dnia trzeba było dobrze wyszorować buty i postawić pod drzwiami, bo inaczej Święty mógł się przestraszyć i nie zostawić nic (ja zawsze miałam ułatwione zadanie, bo przecież nie brudzę butów :) mogły się jedynie zakurzyć) Dziś nie ma już chyba takiego zwyczaju, a szkoda... tzn. moi mali bracia nie czyszczą butów, a prezenty po prostu się należą (co mi się chyba niekoniecznie podoba - ale cóż, nie moja sprawa).
A ja w domu też mam takiego :) Może nie do końca święty, ale jednak mój prywatny :) - no w końcu imię zobowiązuje :) i nawet prezent dostałam
Na kolację imieninową szykuję różnorodne sałatki:
- klasyczna warzywna
- ryżowa z kurczakiem, ananasem i rodzynkami (M. bardzo lubi)
- owocowa z kisielem
Wszystkiego najlepszego Kochanie
***
Jestem dość mocno chora. Do tej pory zdarzało się jedynie, że po 3/4 dni drapało mnie gardło, a teraz to katar, kaszel (M. mówi że szczekam), i wizyty w toalecie co 20 min doszły.
Ehh paskudnie się czuję...
***
Aniu (Hanusiu) mój braciszek ma 4,5 roku
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz