Na wstępie chciałabym powitać Was kochani czytelnicy w nowym roku,życząc raz jeszcze, aby obfitował w spełnione marzenia i radosne chwile.
Sylwester zapowiadał się kameralnie, w łóżku przed telewizorem - wyszło inaczej. Zadzwonił mój brat mówiąc, że matki i dzieci w domu nie ma,zaprasza gości i my też mamy wpaść. Nie chciałam iść - już miałam przed oczami wizję morza alkoholu i napitego towarzystwa (bardziej brata niż mojego, choć znam wszystkich). M. mnie wyciągnął i przyznam szczerze,że fajnie było. Picie owszem, ale kulturalnie i z umiarem, muzyka różna i nie za głośno, aby każdemu dogodzić i śmiechu co niemiara. Graliśmy w Scrabble (ze słownikiem w ręku - słowa wychodziły nieziemskie - chyl,gul itp.) i w Makao (najprostsze, bo ilekroć padała propozycja zagrania w coś innego to nie wszyscy umieli). Dowcipy sypały się jak z rękawa a my zaśmiewaliśmy się do łez. O północy szampan wystrzelił. Ze swojego odpiłam łyczek symboliczne (blee) i oddałam M. (trzymał fason i nie wypił nic poza te 2 kieliszki szampana - pewnie tylko dlatego, że ja tam byłam, ale wie, że nie lubię jak pije).
A potem... wyobraźcie sobie... zostałam ponownie poproszona o rękę...Jakby M. miał więcej wypite, pomyślałabym, że to żarty jakieś głupie...Były kwiatki i klękanie... wstyd (pierścionek był już wcześniej - za tym pierwszym, spontanicznym razem,ale M. się uparł, że ma być jak trzeba) - chlipałam mu w rękaw i powieliłam odpowiedź... kocham
Pospaliśmy z 2 godzinki i pojechaliśmy do teściów, ale tam nic ciekawego się nie działo. Cały dzień walczyłam z zamykającymi się oczami, nawet kawa nie dawała im rady - koło 17 miałam już taki kryzys, że prawie zasnęłam przy stole, ale wmawiałam sobie, że muszę wytrzymać co najmniej do 20 żeby potem nie wstać bladym świtem (a w zasadzie jeszcze po ciemku). W domu padłam jak kawka. Spałam w ubraniach, z niezmytym makijażem i spałam tak mocno, że nawet nie"zauważyłam" jak M. się kładzie obok.
Taki to był ten Sylwestrowo-Nowy Rok...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz