***
Wczoraj mimo swoich wątpliwości podłapałam temat imion. Z kalendarzem w ręku dyskutowaliśmy długo. To co podobało się mi, M. odrzucał. Moje argumenty przeciw jego propozycjom różne: A jak to zdrabniać? Do nazwiska nie pasuje. A to mi się źle kojarzy itp. itd.
Stanęło na niczym - rozmowa odłożona na czas późniejszy.
Wieczorem myślami wróciłam do tematu.
Ja osobiście swojego imienia nie lubię.
- Jest długie co w połączeniu z moim bardzo długim nazwiskiem nieraz jest kłopotliwe (to uda mi się zniwelować za jakiś czas - ślub kiedyś weźmiemy)
- Mimo, że nie wierzę w horoskopy i przepowiednie znam znaczenie swojego imienia i szczerze mówiąc wcale do mnie nie pasuje.
Z kolei mój dziadek zamienił sobie kolejność - czego do niedawna nie byłam nawet świadoma. Nazywał się Tadeusz Franciszek, a dla mnie zawsze był dziadkiem Frankiem, wszyscy tak na niego wołali, w dokumentach w rubryce imię też Franciszek widniał, a wszystko dlatego, że nie przepadał za Tadeuszem.
M. wspomniał o tym, żeby może dać imię po (naszych) dziadkach, ale mnie to nie leży. W końcu to ja mam wybrać dziecku imię, a nie ktoś kilka pokoleń wstecz... Moja potencjalna teściowa nigdy nie zdrabniała imion swoich synów (i wręcz zabraniała robić to innym), co wielu często zdawało się nieco dziwne i nienaturalne (mi również). Zwłaszcza, że imiona chłopaków są dość twarde. Poza tym jak tu nie zdrabniać imienia niemowlaka czy kilkulatka?
Mamy jeszcze czas, ale wątpliwości i zaczepienia na "ale" się mnożą.Co zrobić żeby zadowolić siebie i własne dziecko? Czy to w ogóle możliwe?
***
Moim najmilszym najbliższym Aniołom światełko do nieba...
„Najlepsi z nas zawsze odchodzą pierwsi... Będą tam na nas czekać..."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz