30 października 2009

Nadal nie wiem nic... :(

Tak jak w tytule, ale zacznę od początku.
Wczoraj udałam się do przychodni i... pocałowałam klamkę. Rejestrując się zapisałam czwartek zamiast piątku - cóż, przespacerowałam się a i udało się zmienić godzinę dzisiejszej wizyty na wcześniejszą.
Dziś? Szybko poszło... Chwila zmagań z okropnie ciężkimi i samo zamykającymi się drzwiami, kurtka, karta i do gabinetu (o dziwo kolejki nie było). "Wchodzę" do środka, zmierzona wzrokiem mało przyjemnej doktorki z wyglądem czarownicy, opisuję po co u niej jestem. Dalsza "rozmowa" była mniej więcej taka:
- Robiłaś test? (co prawda kobieta starsza, ale wali do mnie na ty - z tego co słyszałam przez drzwi do poprzedniej pacjentki też tak mówiła - w każdym razie dziwnie mi się zrobiło)
- Tak, w niedzielę i wg niego w ciąży nie jestem.
- Z porannego moczu?
- Nie, popołudniu.
- To zrób test w poniedziałek rano, i z nim w ręku do mnie wróć (też w poniedziałek)

Nawet mnie nie zbadała...

Mówię jej, że mam wątpliwości, że w ciąży nie mogę (nie powinnam) być, bo gdyby była tak wczesna to choć jedną @ bym miała, a ona na to że nie koniecznie, a temperaturę mogę mieć nieco podwyższoną jeśli ostatni cykl był bezowulacyjny - więc już całkiem zgłupiałam...
I tak, jeśli poniedziałkowy test ciążę potwierdzi to ok wszystko jasne, a jeśli nie - dostanę coś na wywołanie miesiączki i zobaczymy co dalej...
A ja już jestem zmęczona tą całą sytuacją... (tzn niewiedzą)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz