Wszystko jest dla ludzi - można by rzec... Trzeba jednak znać umiar.
I tak, patrząc na swojego o rok młodszego brata coraz szerzej otwieram oczy i usta.
Zaczęło się od imprez, dyskotek - w sumie nic dziwnego bo większość ludzi ma w życiu taki okres, że "lubi się gdzieś pokazać". Wracał podchmielony - cóż zdarza się - myślałam. Zataczanie się, zatrucia - "Jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz" może jak dostanie porządnie w kość to mu się odechce.
Błąd! jest coraz gorzej. Piwo raz na jakiś czas z kolegami przestało wystarczać. Bez żadnego "ale" pije w domu: 1 piwo...2...3...4... - bo przecież ma mocną głowę to może. - hehe śmiech na sali, bo co oznacza tzw mocna głowa? - to, że organizm przyzwyczaja się do alkoholu i potrzeba go więcej żeby COŚ poczuć. Piwo to za mało - zaczął do domu przynosić mocniejsze alkohole np. (nawet nie wiem jak się to pisze) wisky za ponad 100 zł - butelka na jeden przysiad. "Nie szkoda Ci pieniędzy?" - zapytałam któregoś razu o zdrowiu już nie wspominając, bo to i tak niewiele go obchodzi choć wg. mnie to sprawa pierwszorzędna. "Moja kasa, moja sprawa. Co się mnie k*** czepiasz?" - wykrzyczał odpowiedź.
W wakacje przyszedł do mnie któregoś wieczora i pyta: "Mogę 2 kolegów zaprosić?" - "Dobra tylko cicho bądźcie bo ja spać chcę". Wstaję rano, wchodzę do pokoju - odór alkoholu aż odrzuca. R. śpi kolegów już nie ma. Na podłodze tyle puszek i butelek, że nie można przejść nie potknąwszy się o coś. Wzięłam się i zebrałam ten cały bałagan bo nie uśmiechało mi się siedzieć w takim za przeproszeniem syfie. Uzbierały się 2 duże worki na śmieci - szok...
Niedawno wspomniałam mamie co się z bratem dzieje - zero reakcji, cisza...
Wczoraj przyszedł do niej i pyta czy pożyczy mu pieniądze:
-Po co?
-Na piwo.
-R. za często ci się to piwo zdarza. Odpuść sobie.
-No mamo nie bądź taka, proszę...
-Jest w barku weź sobie tylko nigdzie nie łaź... - na tym rozmowa się zakończyła.
Być może to mi jest tak tylko łatwo mówić, bo sama nie piję nawet okazjonalnie, a dzieci alkoholików mają większe "szanse na wpadnięcie" w ten sam problem, ale żal mi patrzeć na to co mój własny rodzony brat ze sobą robi. Jego koledzy nie są wcale lepsi a najbardziej szokujące jest to, że koleżanki też... Z tym, że to całe towarzystwo ma bardziej złożone równanie (alkohol+papierosy+narkotyki=zabawa) u mojego brata (mam nadzieje) na razie jest tylko ten pierwszy człon...
Przeraża mnie to co ci ludzie robią ze swoim zdrowiem, życiem... Wiem jedno - ja tak nie muszę i nie chcę...
I tak, patrząc na swojego o rok młodszego brata coraz szerzej otwieram oczy i usta.
Zaczęło się od imprez, dyskotek - w sumie nic dziwnego bo większość ludzi ma w życiu taki okres, że "lubi się gdzieś pokazać". Wracał podchmielony - cóż zdarza się - myślałam. Zataczanie się, zatrucia - "Jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz" może jak dostanie porządnie w kość to mu się odechce.
Błąd! jest coraz gorzej. Piwo raz na jakiś czas z kolegami przestało wystarczać. Bez żadnego "ale" pije w domu: 1 piwo...2...3...4... - bo przecież ma mocną głowę to może. - hehe śmiech na sali, bo co oznacza tzw mocna głowa? - to, że organizm przyzwyczaja się do alkoholu i potrzeba go więcej żeby COŚ poczuć. Piwo to za mało - zaczął do domu przynosić mocniejsze alkohole np. (nawet nie wiem jak się to pisze) wisky za ponad 100 zł - butelka na jeden przysiad. "Nie szkoda Ci pieniędzy?" - zapytałam któregoś razu o zdrowiu już nie wspominając, bo to i tak niewiele go obchodzi choć wg. mnie to sprawa pierwszorzędna. "Moja kasa, moja sprawa. Co się mnie k*** czepiasz?" - wykrzyczał odpowiedź.
W wakacje przyszedł do mnie któregoś wieczora i pyta: "Mogę 2 kolegów zaprosić?" - "Dobra tylko cicho bądźcie bo ja spać chcę". Wstaję rano, wchodzę do pokoju - odór alkoholu aż odrzuca. R. śpi kolegów już nie ma. Na podłodze tyle puszek i butelek, że nie można przejść nie potknąwszy się o coś. Wzięłam się i zebrałam ten cały bałagan bo nie uśmiechało mi się siedzieć w takim za przeproszeniem syfie. Uzbierały się 2 duże worki na śmieci - szok...
Niedawno wspomniałam mamie co się z bratem dzieje - zero reakcji, cisza...
Wczoraj przyszedł do niej i pyta czy pożyczy mu pieniądze:
-Po co?
-Na piwo.
-R. za często ci się to piwo zdarza. Odpuść sobie.
-No mamo nie bądź taka, proszę...
-Jest w barku weź sobie tylko nigdzie nie łaź... - na tym rozmowa się zakończyła.
Być może to mi jest tak tylko łatwo mówić, bo sama nie piję nawet okazjonalnie, a dzieci alkoholików mają większe "szanse na wpadnięcie" w ten sam problem, ale żal mi patrzeć na to co mój własny rodzony brat ze sobą robi. Jego koledzy nie są wcale lepsi a najbardziej szokujące jest to, że koleżanki też... Z tym, że to całe towarzystwo ma bardziej złożone równanie (alkohol+papierosy+narkotyki=zabawa) u mojego brata (mam nadzieje) na razie jest tylko ten pierwszy człon...
Przeraża mnie to co ci ludzie robią ze swoim zdrowiem, życiem... Wiem jedno - ja tak nie muszę i nie chcę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz