7 lutego 2013

O dniu tłuściocha i tym, jak czasy (dzieci) się zmieniają

Jak tam? Przyznać się, ile pączków się w brzuszkach znalazło? Ja skusiłam się na 1 gryza od Szyszka wziętego, bo zdecydowanie królują faworki z przepisu Salanee (wzbogacone o mielone siemię lniane - tak dla eksperymentu coby troszkę jeszcze ich "zdrowotność" i smak podkręcić - to był dobry krok ).

***

Szyszek (zwany też ostatnio Sajgonkiem), choruje, więc mu towarzyszę. Siłą rzeczy towarzyszę też Kubeluszowi, który mając 11,5 wiosny ewidentnie wkracza w trudny okres (jakoś tak szybko chyba... - czerwona kontrolka nr 1), a ja coraz częściej nie mogę wydostać się z szoku. Nie będę za bardzo się rozpisywać w szczegółach. Krótko mówiąc Kubelusz w niedługim czasie zrobił się bardzo arogancki, kłótliwy i wulgarny... aż trudno mi to napisać, ale jest wręcz chamski - w stosunku do każdego i w każdej sytuacji, a co najgorsze - jego to bawi... W dzienniku skończyło się już miejsce na jego uwagi a matka z częstotliwością raz na tydzień mniej więcej jest wzywana do szkoły... No ale.... nie do końca chciałam o tym...
Zauważyłam, że chłopcy praktycznie w ogóle się nie bawią, kompletnie nie potrafią się sobą zająć (czerwona kontrolka nr 2). Sajgonek jeszcze czasem sięga po soje ulubione karty i układa, lub zajmuje czymkolwiek innym, ale Kubelusz... Jak nie ma dostępu do komputera lub bajek w telewizji (moim skromnym zdaniem bajki na kanałach typu Cartoon Network nie nadają się dla dzieci, ale cóż...), to snuje się po domu, jęczy, marudzi, że mu nudno itd. Proponowałam mu już chyba wszystko - rysowanie, gry, puzzle i inne (pół ich pokoju to zabawki), wspólne gotowanie, spacery - nic go nie interesuje. Na dwór do kolegów też "się nie chce" mimo, że przychodzą po niego nawet kilka razy w ciągu popołudnia. Nie wiem... jak ja byłam mniej więcej w wieku chłopaków to telewizję oglądało się raz dziennie na dobranoc, po szkole tudzież w weekend tylko czekało się by móc wyjść na podwórko i nieraz przez cały dzień wracało się tylko "na siusiu", a gdy pogoda na to nie pozwalała po raz 150 układało się te same puzzle lub pomagało w domu. Dziś, jak powiedziałam Kubeluszowi, żeby wyniósł śmieci powiedział, że nie opłaca mu się na te 3 min butów ubierać . Tymczasem ja będąc w wieku pomiędzy chłopcami (tj mając około 9 lat) do szkoły wstawałam sama, robiłam sobie śniadanie i wyjeżdżałam po kocich łbach do busa, który mnie do szkoły dowoził. Lekcje były wyłącznie moją sprawą (Kubelusz jest w 5 klasie i do dziś codziennie trzeba mu sprawdzać w plecaku co ma zadane, pilnować z pakowaniem itp. bo sam nie zrobi nic), w każdą sobotę i niedzielę obierałam ziemniaki na obiad dla całej rodziny, a i w ciągu tygodnia zawsze znalazło się dla mnie jakieś dodatkowe zadanie.
Zaskakuje mnie jak różnie może wychowywać dzieci ta sama osoba (tj. moja matka), fakt faktem, że mam nieodparte wrażenie, że matka zajmuje się bardziej sobą niż nimi no ale... to co się z chłopakami wyrabia to już chyba przesada i nie podoba mi się to... Mimo wszystko (jak już wiecie z innych moich postów) ja niewiele mogę zrobić bo bądź co bądź wciąż jestem ich siostrą i nie mogę zastępować im matki, którą przecież mają, a ona sama twierdzi, że mam ich nie wychowywać...
 Witki opadają... - do samych kostek...

***
Witam Ewę - mojego jak dotąd cichego czytacza. Miło mi, że wpadasz.
Mam jeszcze jakichś milczących gości...? - ujawnijcie się jeśli jesteście - będzie mi równie miło Was witać.

2 komentarze:

  1. Skoro Kuba tak się zachowuje, gdy nie ma komputera, to może czas odwiedzić psychologa lub doświadczonego psychiatrę? Pytam całkiem poważnie, ponieważ to mogą być objawy uzależnienia od komputera - nałogu równie destrukcyjnego w skutkach, jak alkoholizm, a może nawet bardziej, bo często zaczyna się już w wieku dziecięcym. Sama podczas praktyk miałam do czynienia z nastolatką uzależnioną od kompa i to było straszne, myślałam nawet, że ona może ma schizofrenię... I zachowywała się niemal tak, jak opisujesz. Niestety, w Polsce jest bardzo mało psychologów, którzy się tym zajmują i są specjalistami w tej dziedzinie. Jednak ja bym tego nie bagatelizowała. W USA były już przypadki odebrania praw rodzicielskich z powodu uzależnienia od komputera i Internetu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, doskonale pamiętam te piękne czasy, kiedy po szkole zamiast do domu biegło się na huśtawki przed nim, spędzając długie godziny na beztroskim bujaniu się w górę i w dół, albo na pobliską górkę, żeby pozjeżdżać na biednym tornistrze. A w deszczowe dni czytało się książki na betonie przed wejściem do bloku. I nie liczyło się wtedy nic, ani obiad, ani lekarstwa, ani cewnikowanie. O telewizji czy komputerze już nie wspomnę. A rodzicom w sprzątaniu pomagało się z czystej chęci, a nie przymusu. Te czasy już chyba nie wrócą. Teraz nastała era cyberdzieci, które funkcjonują w wirtualnej przestrzeni. Świat idzie na przód, ale czy w dobrym kierunku? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń