11 stycznia 2012

Witajcie w nowym roku! :)
Święta minęły, sylwester też... Styczeń liczy sobie już kolejne dni a życie wraca na stałe tory.  Święta świętami, ale to właśnie ta regularność, stabilność jest mi potrzebna... Można by pomyśleć, że takie życie jest nudne, monotonne, ale ja tak już mam, że to gwarantuje mi choć jako takie poczucie bezpieczeństwa - już chyba taka jestem trochę pokręcona...

Piszę rzadziej, bo i z nowym rokiem spraw do załatwienia masa - też tak macie? W dodatku spadło trochę śniegu (pierwszy raz w tym sezonie - od lutego zeszłego roku nie spadło praktycznie ani grama), co niestety utrudnia mi trochę mobilność i w związku z tym to załatwianie trwa nieco dłużej niż w normalnych warunkach.

Podsumowań minionego roku nie robiłam, postanowień na bieżący też nie specjalnie, jakoś nie czuję potrzeby. Jedynym co wiem, że powinnam zrobić jest to by wrócić na terapię i zająć się sobą... Co jak co, nie ma że się boję, a boję się bardzo, ale pamiętam też, że takie powolne "ściąganie" sobie z pleców nagromadzonego przez lata balastu było dużą ulgą. Myślę, że teraz jest dobry moment. Mam wrażenie, że związek z T. trochę ograniczał moje myślenie o sobie mimo, że mogłoby się wydawać inaczej. Znów nie pozwalałam sobie na egoizm, który przecież w pewnych dawkach jest zupełnie zdrowy (czerwona lampka w głowie mi się zaświeciła... deja vu... to już kiedyś było...). Wiem, że znów łatwo nie będzie, zwłaszcza, że teraz muszę niestety sobie nowego terapeutę znaleść, a nie każdy mi pasuje. Teraz tylko muszę zebrać się w sobie i za to wziąć, bo potem pewnie tak jak za pierwszym razem pójdzie już trochę jak z górki.

Kończąc tę nieco przykrótką notkę zostawiam Wam przepis na kotleciki z kaszy gryczanej. Pierwszy raz robiłam i na pewno na tym jednym razie nie skończę - są obłędne :)
zdjęcie z netu - mój aparat jest niestety niewydolny

Składniki:
- 200-300 g twarogu,
- 2 jajka,
- szklanka kaszy gryczanej,
- posiekana natka pietruszki
- pieprz
- trochę bułki tartej


Ugotowaną na pół miękko kaszę gryczaną, mieszamy z twarogiem, rozkłuconymi jajkami i pietruszką, doprawiamy sporą ilością pieprzu (ja nie solilam, bo kaszę gotuję w osolonej wodzie, ale można dosolić jak kto lubi). Z powstałej masy formujemy kotleciki, obtaczamy w tartej bułce i smażymy za złoto.
Banalne prawda? i jakie pyszne! :)

5 komentarzy:

  1. Kochana coreczko
    Zgadzam sie z toba ze czas najwyzszy zaczac nieskonczona terapie ,juz rozmawialismy na temat terapeuty to nie bede sie powtarzac.Zawsze uwazalam i uwazam Ciebie za madra dziewczynke jesli chodzi o partnerow to zawsze zauwazysz czerone swiatelko i wiesz ze musisz sie zatrzymac i raz na zawsze pokazac im ze to Ty jestes najwazniejsza .
    Placuszki wygladaja smaczne i napewno je zrobie
    buziaczki dla Ciebie

    EWA

    OdpowiedzUsuń
  2. mmmm smacznie to wyglada kochana kazdy z nas ma w sobie odrobine egoizmu ... wkoncu jestesmy tylko ludzmi ;P
    Buziaki slonce ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kotleciki wyglądają apetycznie, ale chyba się nie skuszę... Mam jakąs awersję do kaszy gryczanej... :(

    Co do egoizmu... To bardzo dobra rzecz, tylko przesadzić nie można. :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Egoizm czasami jest potrzebny, żeby człowiek skupiał się też na sobie, a nie na wszystkich dookoła. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. omg pysznie wyglądają. Wprawdzie ja nie przepadam za kaszą, ale chyba spróbuje je zrobic;D moje kochanie napewno sie ucieszy z takich kotletów:)
    Mam nadzieje, że bedziesz dodawac jakies ciekawe przepisy;) wiec dodam do obserwowanych.
    Wiesz co zimą ogólnie nic się nie chce, człowiek jedynie dołuje się i nie ma sił na nic. No ale trzeba myslec pozytywnie jeszcze troche i wiosna:) A wtedy odrazu człowiek nabiera power'a do działania;)
    Pozdrawiam serdecznie! :)

    http://sparkle-asleep.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń