15 października 2011

Uwaga, będzie długo...

Jest godzina 1:03. Sen dziś przyszedł na chwilę, a potem odpuścił sobie goszczenie u mnie już na dobre. Nie powiem, że mnie to nie zastanawia, bo przecież kładłam się taka padnięta... - mam przed sobą trudny (emocjonalnie) weekend, może to dlatego (i to jedna z tych chwil kiedy bardziej dotkliwie odczuwam brak Janka... - już on na swój zdecydowany, ale i delikatny zarazem sposób ustawiłby mnie do pionu).

Do napisania notki zbierałam się już w ciągu dnia, ale nie wyszło - jak zwykle. Od prawie 2 tygodni z krótkimi przerwami bytuję u matki i szlaczek jaśnisty już zaczyna mnie trafiać mówiąc szczerze (uwaga - rozwinę się dziś nieco dłużej na ten temat):

1. (nawiązując do poprzedniej notki) Kubelusza po odpowiedź na pytanie wysłałam do matki, bo uznałam, że nie jest moją rolą wyjaśnianie mu takich spraw, zważywszy, że matka wciąż mi powtarza, że mam chłopców nie wychowywać* (tylko ciekawe jak to zrobić, gdy zajmuję się nimi nieraz więcej niż ona i to nawet wtedy kiedy w domu jest i mogłaby to robić, lub zwyczajnie się bawi - wystarczyła by chęć i organizacji nieco moim zdaniem).  Jakiś czas później naskoczyła na mnie, że wysyłając do niej małego robię z pytania wielkie halo ("biedna" musiała sobie przerwać układanie tarota czy czegoś tam takiego) zamiast pomyśleć i sama mu odpowiedzieć (a mam ich nie wychowywać nie?) - tak niestety jest z wieloma sprawami...
Dziś się zorientowałam, że Szyszkowi nawet dni tygodnia się mylą - matko...
* Moja psycholożka kiedyś stwierdziła, że skoro ja się chłopcami tyle zajmuję (naprawdę dużo) to trzeba by zwracać uwagę na to, żeby nie zatarła im się granica między "mama" a "siostra" - co już moim zdaniem się zdarzało np. Szyszce, który potrafił mamo do mnie powiedzieć nie zauważając pomyłki...

2. Sprzątanie. Całkiem niedawno matka przygotowywała syrop z czarnego bzu do słoików (tradycyjnie - weki). Przygotowane postawiła "gęsiego" na kafelkach w kuchni między ławą (do siedzenia) a kuchenką gdzie nie wadziły by bardzo. Wczoraj (właściwie już przedwczoraj) rano wyniosła je do piwnicy. W miejscu gdzie stały zostały prawie czarne ślady po tych słoikach (któryś pewnie sfermentował, pokrywka puściła i syrop się wylał - i to pod ławę do połowy kuchni - spora kałuża). Wychodząc do pracy powiedziała mi, żebym to sprzątnęła. Widziałam, że to już zdążyło pozasychać więc zamoczyłam to sobie wodą z płynem do naczyń - nie puściło. Zaczęłam szukać jakiegoś proszku do czyszczenia - nie znalazłam, więc stwierdziłam, że sobie proszkiem do prania to doszoruję - zrobiłam papkę nałożyłam na te plamy dość grubo i zostawiłam do odmoczenia. W międzyczasie przyszła matka i oczywiście afera "że nie zrobiłaś tego co mówiłam" - na nic mówienie, że to ona naświniła za przeproszeniem (nie oszukujmy się mogła dopilnować tych słoików) i że to tak hop siup nie zejdzie, bo to gęsty ulepek, w dodatku granatowy. Nie ważne, że nie wiedząc zawczasu, jak to cholerstwo farbuje załatwiłam sobie paznokcie (odcień idealnie siny), nie ważne, że 3 razy zasuwałam na czworaka (wózek nie ma tu racji bytu bo jest ciasno) do łazienki i z powrotem z wiadrem pełnym wody, nie ważne że szorując to siedziałam godzinę na lodowatych kafelkach w kuchni i w rezultacie tego Furagin znów musiał pójść w ruch, nie ważne, że ja wcale nie mam obowiązku u nich sprzątać -  ona wie swoje.

3.Zmywanie. Ilekroć do nich wejdę, góra naczyń w dwóch komorach zlewu wręcz się przesypuje. Nie mogę patrzeć więc zmywam. W zlewie sajgon - talerze z resztkami, nie spłukane, pozasychane. Kubki po kawie czy herbacie z fusami czy torebkami - tu "mistrzem" jest R. Robi sobie herbatę z 2-3 torebek, wypija i zostawia w rezultacie kubki są czarne i nie do doszorowania w żaden sposób - wczoraj aż chciałam zrobić zdjęcie, ale w końcu stwierdziłam, że już nie będę perfidna. Zmywanie trwa długo, bo dużo tego, a i przy większości trzeba walczyć druciakiem a ja przy okazji wychodzę z siebie.

***

Miło mi bardzo, gdyż zostałam obdarowana przez Agnetę nagrodą blogową

Zasady są proste:

1. Napisać 7 rzeczy o sobie:
1) Jestem nałogowym kawoszem.
2) Kolekcjonuję wszelkiego rodzaju anioły (to już niektórzy wiedzą).
3) Wbrew "ogólnie przyjętej" niechęci uwielbiam szpinak i owsiankę
4) Jak już przy jedzeniu jesteśmy ... nie cierpię wszystkiego co mięsne - z racji mojego wegetarianizmu, kożucha z mleka (a także mleka surowego/samego - mleko w budyniu, kakao, z płatkami czy innych daniach owszem, ale samego nie nie wypiję za nic - od razu mam odruch wymiotny wręcz), marcepanu, groszku z puszki, fig i daktyli, wszelkiego rodzaju owoców kandyzowanych, rosołu, lukrecji, jajek na miękko (wszelkiej "maści" z płynnym żółtkiem zresztą).
5) Nie mam górnej prawej dwójki (zęba). Po tym jak wypadł mleczak stały już nie wyrósł, jednak reszta zębów rosnąc tak mi się przesunęła, że szpary na szczęście nie ma.
6) Nie cierpię zmywać. Mogę sprzątać prać, prasować, a tego nie znoszę robić choć oczywiście muszę. Jak tylko T. u mnie jest to mnie wyręcza (i jak go tu nie kochać... :) )
7) Potrafię wymienić gniazdko (takie elektryczne).

2. Wkleić obrazek z wyróżnieniem na blogu (zrobione)
3. Napisać kto nas wyróżnił (zrobione)
4. Wyróżnić 16 blogów, podlinkować je (ciężko będzie, ale się postaram) - nie u wszystkich komentuję ale bywam bardzo często:


1) Ewa
2) Zim
3) Lolek i Basia
4) Paulina (blog na kluczyk)
5) Cytrynowaona (blog na kluczyk)
6) Lesli
7) Kubuś
8) Daria
9) Kasia (z filcakowa)
10) Anielina
11) Dorota (mama Zosi)
12) Mama Franusia
13) Monika (mama Julki)
14) Aldi
15) Monika Madejek
16) i wszyscy inni, których chciałabym nominować, a nie zmieszczą mi się na liście

5. Poinformować nominowanych(e) w komentarzach na ich blogach, nie wyróżniając bloga, który nas wyróżnił) (się zrobi)

7 komentarzy:

  1. Chciałabym tylko zwrócić uwagę, że źle podlinkowałaś mój adres :) Ale to szczegół, przy następnej notce też zrobię łańcuszek :) 16 blogów może się znajdzie, a mogą być nie po polsku?
    Co do zapaskudzonej syropem podłogi, być może dobrym środkiem byłaby soda oczyszczona albo sok z cytryny - cytryna to w końcu zawiera kwas, czasem używam tego do np. usuwania osadu po herbacie z kubka i działa. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję :) Miło mi bardzo :)
    Tylko co ja o sobie napiszę... hm, coś pomyślę.
    U mnie pewnie to dalej już nie pójdzie, bo większość moich znajomych brała udział w tej zabawie, ale ja z przyjemnością skorzystam.


    W myjniach samochodowych mają dobry środek do czyszczenia, puszcza dosłownie wszystko. Strasznie silny. Tylko trzeba by poprosić ich o kilka mililitrów, może jakiś pan ulegnie.

    Pozdrawiam Cię serdecznie Kalu

    OdpowiedzUsuń
  3. Kalu bardzo mi miło i dziękuję za wyróznienie, ale już raz uczestniczyłam w tej zabawie i nie będę po raz kolejny pisać o sobie kolejnych siedmiu rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kalu, jest nam niezmiernie miło, że wytypowałaś nasz blog. Nie spodziewałam się, iż nasze skromne notatki z codziennego życia mogą się komuś podobać. Z tymi 16 blogami ciężko będzie wytypować, ale może damy radę. Pozdrawiamy i zapraszamy na kolejne odwiedziny

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana, bardzo Ci dziękuję za wyróżnienie, tym bardziej że wśród tak fantastycznych blogów i dla mnie znalazłaś miejsce. Siedem rzeczy o mnie i nie tylko znajdziesz już na moim blogu, ale za wyróżnienie serdecznie dziękuję raz jeszcze :*

    Co do sprzątania to ja niestety nie pomogę, bo antytalent jestem w tej dziedzinie :)

    buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  6. Kalo, wyróżniłam Twój blog w konkursie ,,One Lovely Blog Award''
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj kochana
    oj jak sie nameczylam zeby komentarz dac z kilka dni i nie wchodzilo mi!!

    Dziekuje za wyroznienie jest mi milo slonce :P
    Buziaki dla Ciebie i cudownego weekendu zycze kochana cmok cmok

    OdpowiedzUsuń