28 sierpnia 2011

Powroty...

Dawno mnie tu nie było - znowu... Rzeczy martwe potrafią być naprawdę złośliwe jednak myślę, że tym razem przerwa wyszła mi na dobre mimo, że brakowało mi pisania tutaj... Poukładałam sobie w środku pewne sprawy, które odkładałam na później - internet to jednak potężny porywacz czasu.

W międzyczasie mieliśmy z T. naszą pierwszą rocznicę, wzruszenie cisnęło, by wyjść na zewnątrz... i wyszło - aż dziw... - tak to szybko minęło...
Niedługo potem było trudno, dużo wypowiedzianych nie w czas słów obojga, pretensje, gniew i odkładanie słuchawki... o mały włos a już by nas nie było... potem 2 nieprzespane (dosłownie bo od ok 22 do ok 5) noce - tłumaczenie, wyjaśnianie, przepraszanie... Jest dobrze - i oby tak już zostało...

Sprawa terapii trochę mi się skomplikowała... Po miesięcznym urlopie psycholożki a przed jej pójściem na zwolnienie miałam mieć 2 podsumowujące spotkania (jeszcze w sierpniu 22 i 29), na których miałyśmy omówić w czym jest postęp i ostatecznie zdecydować do kogo pójdę dalej. I tak w miniony poniedziałek wstaję sobie rano, zdążyłam ledwo wrócić z łazienki (godz ok 6:50) telefon: "Chciałam poinformować, że pani B. dziś nie będzie i żeby pani nie jechała na tą 8. Proszę dzwonić się dowiadywać bo nie wiadomo kiedy wróci..." Ok... - myślę sobie, nie zdążyłam się dotąd ubrać, więc się chwilkę jeszcze położę, poczytam, poza tym z 1,5 godz wcześniej strasznie lało więc mogłabym mieć kłopot z dotarciem. W miniony piątek ledwo zdążyłam pomyśleć, że może by zadzwonić się dowiedzieć co i jak z kolejną wizytą, a zadzwoniła pani z przychodni, mówiąc, że wizyta poniedziałkowa (29) odwołana... Przez głowę przeleciała mi tylko myśl, że przecież terminy wizyt umówionych do przodu mi się skończyły, a psycholożka wspominała, że od września idzie na L4... i co teraz...? Więc mówię do tej pani po drugiej stronie słuchawki, że z tego co wiem pani B. miała iść na zwolnienie od września, jej pacjentów mieli przejąć inni i czy coś wiadomo... a ona mi na to: "To może ja panią wezmę..." i wpisała mnie na 8 września. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to, że wyszło na to, że ponad 1,5 mies mam w plecy co zważając na spr.konieczności regularności takich działań w moim przypadku (tzn. kombinowanie jak dać nogę i znów zamieść kłopoty pod dywan, na co nie mogę sobie pozwolić, za daleko już zaszłam żeby zawrócić teraz) jest sporą przerwą. Teraz idę tam zupełnie w ciemno, nie wiedząc na dobrą sprawę ani do kogo idę (choć podała mi swoje nazwisko) ani czy wysili się aby wiedzieć o mnie cokolwiek (tzn np zapozna się z kartą) no i koniec końców - co to za człowiek? Oj z nerwem będę tam jechała...

Wspominałam o postępach? Jest jeden - duży, ogromny nawet... Już tłumaczę. Dostałam od Mamy (Ewy) paczkę z pamiątkami po Tacie (Janku). Spodziewałam się tylko zdjęć na płytkach... Dostałam też płytki z filmami i tradycyjne papierowe zdjęcia - duża niespodzianka. Uruchomiłam pierwszą płytkę z filmem (4-ta rocznica Taty trzeźwości)... Film trwający ok 1,5 godz. oglądałam ponad 4 godz. - tak płakałam, że momentami nie widziałam ekranu więc zatrzymywałam sobie, i po jakiejś chwili włączałam dalej. Następnego dnia kupiłam sobie pudełko chusteczek (standardowo 100 szt), spodziewając się, że dalej może być podobnie (filmów do obejrzenia kilka) - i było...
Wniosek? - Janek czuwa i pomaga mi nawet tam z góry...

W czasie gdy nie mogłam bywać w blogowym świecie wygrałam aniołkowe candy u Ewy - Filomenki co dla było dla mnie dużą niespodzianką i radością tym bardziej, że kolekcjonuję anioły.Nagrodą były 2 aniołki, które szukały nowego domu. Jakież było moje zaskoczenie gdy w paczuszce znalazłam nie 2 a 4 aniołki :) Dzięki Ci śliczne kochana jeszcze raz. Nawet opakowanie spożytkuję - folia bąbelkowa - fajny uspokajacz dla takiego nerwusa jak ja hehe.



w tym ostatnim zakochałam się absolutnie :)
Uff, ale się rozpisałam... - wybaczcie, ale musiałam nadrobić. Dotrwałyście do końca? Miłego popołudnia kobietki :)

8 komentarzy:

  1. Ja dotrwałam. Kala nie uciekaj z terapii! Wiem że nowy terapeuta to dla Ciebie wyzwanie ale na pewno sobie poradzisz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj nie ma chyba nic gorszego niż zmiana lekarza/terapeuty w środku ważnego procesu... Ale najważniejsze jest to (i bardzo się z tego cieszę!) że wróciłaś do nas! :)
    Ciepłe pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tez dotrwalam do konca i musze przyznac ze podobalo mi sie Twoje coreczko pisanie,a to ze nie mozesz sie wycofac z terapi to juz wiesz i nie musze Ci mowic,a to ze idziesz do przodu to tez wiesz i nie mozesz robic krokow do tylu,a to ze ciesze sie razem z Toba ze potrafilas rozmawiac z Tomkiem to tez wiesz i ze Janek patrzy na nas z gory to tez wiesz i obie musimy byc grzeczne ,czyli nie kupowac za duzo chusteczek.Dumna jestem z Ciebie coreczko

    OdpowiedzUsuń
  4. Dotrwałam bez problemu i cieszę się bardzo, że wróciłaś do sieci, bo jakoś tak pusto było bez Twoich postów :)
    Gratuluję rocznicy i trzymam kciuki, żeby wszystko już było ok :*

    Terapia na pewno Ci pomoże więc bądź twarda i niepoddawaj sie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytalam calosc :)
    \
    Kochana Sciskam i tule najmocniej ....Terapia to dobra rzecz wiec zostan tam .... Zwroc sie do Boga tez on jest najleprzym terapeutom i wierze ze ukoi twoj bol smutek i ci pomoze ... sciskam slonce!

    OdpowiedzUsuń
  6. Po pierwsze: nareszcie odkryłam jak dodaje się tutaj komentarze.
    Po drugie: ogromnie współczuję z powodu śmierci ojczyma. Czasami obcy człowiek potrafi być lepszy od rodzonego.
    Po trzecie: czasami rozmowa z przyjacielem jest lepsza od fachowej posychoterapi
    po czwarte: widzę, że podobnie do mojej młodszej córki kolekcjonujesz anioły
    I po piąte: zapraszamy ponownie na naszego bloga: http://zwykly-niezwyklylolek.blog.onet.pl/
    Pozdrawiam
    Basia z Lolkiem

    OdpowiedzUsuń
  7. Kalo oczywiście,że dotrwałam i trzymam za Ciebie ogromnie mocno kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hejjjjjjjjjjj :)

    Jasne, że bym chciała wiedzieć, dlaczego właśnie na cztery świeczki ?

    :**

    OdpowiedzUsuń