Za oknem tak pięknie świeci słońce, że aż żal siedzieć w czterech ścianach. Chyba właśnie dzięki temu słońcu czuję się tak dobrze - aż się chce uśmiechnąć i powiedzieć: "to będzie dobry dzień".
We wtorek 5 raz byłam na terapii. Sprawa nabiera tempa, bywa naprawdę trudno... Po wyjściu z gabinetu "uczepiłam się" samej siebie i wciąż mnie "to" w pewnym sensie trzyma. Już tłumaczę o co chodzi... Kiedy zrobiłam pierwsze podejście do terapii (falstart) zrezygnowałam z niej głównie dlatego, że psycholożka tylko pomrukiwała i... w sumie nie było między nami kontaktu (nawet wzrokowego). Do teraz wydaje mi się że ten kontakt wzrokowy jest ważny, bo przynajmniej wie się, że jest się słuchanym...
A ostatnio ja... złapałam się na tym, że jak mówię o czymś co jest dla mnie trudne... uciekam wzrokiem... to w okno... to w pudełko z długopisami na biurku... to w swoje ręce... Wstydzę się chyba tego co mówię i stąd takie zachowanie. Gdybym mogła pewnie (na pewno!) chodziłabym w tę i z powrotem po gabinecie... - i tutaj utnę temat bo nie wiem co dalej z tym zrobić, nie czuję (tak, tak powiedziałam "czuję") się z tym komfortowo i wydaje mi się to strasznie dziwne i głupie... ehhh :(
Nie Kala. Ja mam tak samo, nie potrafię o ciężkich lub trudnych dla mnie sprawach rozmawiać oko w oko. Zawsze ucieknę wzrokiem. Boję się reakcji i jakby tego, że opowiadając popłaczę się, a zazwyczaj nie chcę tego robić. Trudna do rozgryzienia jest psychika człowieka, mnie się wydaje, że nasze zachowania wynikają z tego, że jesteśmy bardzo wrażliwe, że trochę w życiu przeszłyśmy, że nie zawsze byłyśmy rozumiane i czasami przeraża nas to, że dzielimy się swoimi odczuciami z drugą osobą i gdzieś podświadomie boimy się reakcji tej osoby, wstydzimy się jakby...
OdpowiedzUsuńTak Aga... To chyba wstyd... Mimo że gdzieś tam wiem, że to wszystko o czym opowiadam nie jest moją winą to się wstydzę :( wiem, że będę musiała tzn powinnam tej psycholożce powiedzieć o tym wstydzie.... i to też wydaje się okropnie trudne, mimo że takie proste...
OdpowiedzUsuńCzuję się poniekąd nie w porządku... "Oczekując" tego kontaktu a sama go nie utrzymując... - dziwne... (?)
OdpowiedzUsuńKala to normalne, że tak reagujesz, nie każdy potrafi mówić o swoim życia "na lajcie"
OdpowiedzUsuńZgadzam się z przedmówczyniami. To jest normalne, że boimy się i wstydzimy mówić o tym, co nas gryzie, boli... Boimy się zaufać tak na całkiem. Zwłaszcza, gdy już kiedyś zostaliśmy "kopnięci". Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńKala,przepis będziesz miała na gadu :)
OdpowiedzUsuńJa też tak mam, gdy rozmawiam o tym co czuję, mojej sytuacji, często uciekam wzrokiem, żeby tylko nie patrzeć rozmówcy w oczy (wstydzę się swoich uczuć, tego co robię...), również boję się tego, że się rozkleję, a tego nikt nie chciałby być świadkiem, ehh. Nie potrafię swobodnie rozmawiać o swoich problemach, nigdy nie potrafiłam, staram sobie sama jakoś dać radę...
OdpowiedzUsuńŻyczę wytrwałości
Życzę wytrwałości. Będę zaglądał i czytał o tym jak Ci idzie.
OdpowiedzUsuńNowy link...
OdpowiedzUsuń