Ostatnie dni stały się dla mnie taką rutyną, że chyba nawet nie specjalnie jest o czym napisać choć ciągnie mnie tutaj.
30 maja Kubelusz ma komunię, a ja to skwituję krótkim zwrotem: nie chce mi się... Nie chce mi się tej całej "imprezy" (czyt. siedzenia za stołem, uśmiechania się i nie klejących się rozmów) a już teraz jest histeria panika i przyjęcie dziecka sięga rangi niemal wesela - wynajęta restauracja, dwudaniowy obiad, ciasta, kawa, desery... Mam tylko nadzieję, że goście nie dadzą się zwariować i nie wyskoczą np z komputerem czy telewizorem na prezent. Może jestem staroświecka, może dziwna ale jak ja szłam do komunii to jak dostało się zegarek, kolczyki, czy łańcuszek z medalikiem to była wielka radość, a rower to już sensacja. A teraz...? Świat zwariował...
Ja także przerażona jestem "obecnymi wymaganiami".
OdpowiedzUsuńNiedawno czytałam w jakiejś gazecie, że już nie komputer, mp3, czy coś innego, ale quad, motor, mieszkanie....
są odpowiednim prezentem na komunię.
Nie wiem, czy to ja jestem zacofana, czy świat zbyt szybko "idzie do przodu".