31 marca 2010

Bez pomysłu na tytuł

Znów mnie trochę nie było, ale w zasadzie nie miałam o czym opowiadać, a i chęci chyba jakoś brakło. I tak to wygląda... zbieram się i zbieram do napisania tutaj choć paru słów słów na dowód, że żyję no i zebrać się za nic nie mogę, a że w ostatnich dniach przyspieszyło mi tempo bo i wiosna i święta to posprzątać trzeba by jakoś gruntowniej, a lepszym jedzonkiem na święta z M. nie pogardzimy, także praca trwa. Tak w ogóle to nie wiem... dopiero co był 1 marca a tu już koniec (?) - aż trudno to przyznać, ale przeleciał mi chyba przez palce niestety, bo w zasadzie nic konstruktywnego czy pożytecznego nie zrobiłam w tym miesiącu...

Pogoda w kratkę - raz słońce, raz deszcz, ale czuć już w powietrzu prawdziwą, wiosenną aurę co mnie osobiście pozytywnie nastawia, a "dołki" i chandry gdzieś znikają, co cieszy mnie nie kryję :)

Z M. topór wojenny zakopany, choć jest chyba jakoś inaczej. Staramy się oboje, więc mam nadzieję, że wszystko wróci do normy. Rozłąka (bałam się jej szczerze powiedziawszy i nie wiedziałam co lepsze - ta separacja, czy tkwienie w konflikcie i czekanie aż "samo przejdzie") wyszła nam chyba a na dobre. Mogliśmy każde osobno, przemyśleć "to i owo", wyciągnąć wnioski, stęsknić się trochę... - i powiem, że obecnie jest zaskakująco dobrze, a i czasu dla siebie wzajemnie "dziwnym trafem" przestało brakować.

Święta spędzimy sami, w domu. Na początku plan był taki, że do teściów mych przyszłych się udamy w niedzielę na śniadanie, ale pewne zaskakujące (mnie również i to dość mocno) okoliczności i przebieg zdarzeń sprawiły, że jednak w domu zostajemy, ale o tym potem, bo to sprawa na osobną notkę. Tym sposobem, Kala pierwszy raz jedzonko na wiosenne święta szykuje sama (taki mój Wielkanocny debiut kuchenny).
Więc (wiem, wiem - nie zaczyna się zdania od "więc", ale tak się jakoś zagalopowałam) tutaj pojawi się moja prośba, o jakieś proste a ciekawe i niezbyt kosztowne przepisy na wielkanocne jedzonko. Aldi - mistrzyni w tej materii (jak się Ciebie kochana odwiedza to aż czasem ślinka cieknie), Ewcia - która mi już nieco tłumaczyła jeśli o moje "kuchcikowanie" chodzi (że też masz mamuś cierpliwość do mnie nie tylko względem gotowania) No i reszta dziewczyn - może coś mi podsuniecie? (w tym miejscu przypomnę, że ja mięska nie jadam, M. owszem, także wszelkie warianty są mile widziane).

Poprzedni tydzień "-" weekend, "+" miniony poniedziałek (skomplikowane? :D hehe - tak wyszło) spędzony z Szyszką obfitował w powiedzonka, które wywołują powrót przysłowiowego banana na moją facjatę. Chyba zacznę na bieżąco sobie je spisywać, bo mój podeszły wiek, powoduje już przebłyski sklerozy, a szkoda bo nie wszystko pamiętam a nieraz mało nie padnę ze śmiechu):

K: Szyszko chodź do kuchni, zupka czeka.
Sz: Szyszki nie ma, zostaw wiadomość!

W poniedziałek Szyszka bytował u nas. Siedzę z nim w kuchni, kroimy kopytka (dostał plastikowy nóż, żeby nie było) Przyszedł M. i powiedział do mnie coś, czego Szyszka nie zrozumiał (nie pamiętam co... - wspominałam o sklerozie?) na co mały bardzo poważnie odparł: "Nie mów tak do mojej dziewczyny!"

A teraz siedzą u mnie (na mnie prawie) obaj (tzn. Szyszka z Kubeluszem) i kłócą się, który się do mnie przytuli :)

Nutka na dziś, którą po prostu lubię (muzyka jest fajna, a słowa tak zakręcone, że aż sympatyczne):

2 komentarze:

  1. Faktycznie nutka fajna
    Sniadaniem nie przejmuj sie coreczko ,dasz sobie rade ,a jak bedzie Wam smakować ,czasami takie sniadanie ,chociazby nawet sie nie udalo ale jest najlepsze bo bedziecie go przygotowywać sami.
    Jestem do dyspozycji -chetnie cos podpowiem.
    Buzuaczki dla Was

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, dzieciaki kochane :D Twoje ancymonki też są jedyne w swoim rodzaju. Cieszę się, że powróciłaś tu, bo jakoś tak pusto było :) A co do jedzonka wielkanocnego, to powiem Ci, że nie pomogę, się nie znam ;)

    OdpowiedzUsuń