25 stycznia 2010

Jak feniks z popiołów...

...znów odradzam się na nowo...
Jak ja bym chciała móc to powiedzieć z całą osobistą pewnością, i nie musieć nigdy tego wycofać. Powiem - wiem to, jestem na dobrej drodze. Wzięłam się za bary z czymś, co siedzi we mnie od wczesnego dzieciństwa i bardzo ciąży, mimo że parę lat minęło, więc... - Koniec z tym! Veto!
Łatwo nie będzie, przyjemnie także nie, ale muszę zdjąć z siebie wreszcie tę skorupę spiętrzoną przez lata. Boję się bardzo, ale ufam...

Największą sztuką w życiu
jest śmiać się zawsze i wszędzie.
Nie żałować tego, co było
I nie bać się tego, co będzie.

Dobre miejsce, dobrzy ludzie uff... Co mnie nie zabije...
***
Kaziu dziękuję, dziękuję, dziękuję, że jesteś...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz