25 listopada 2009

Światowy Dzień Pluszowego Misia i kłopoty ze spaniem

"25 listopada - Światowy Dzień Pluszowego Misia" - te słowa przeczytałam dziś na jednym z portali informacyjnych. Temat taki przyziemny, może infantylny, a wywołał uśmiech i przywołał wspomnienia.
Mój pierwszy miś nie był co prawda pluszowy, ale zasługuje na wspomnienie. Błękitny, ortalionowy, z guzikowym nosem. Podobno nie rozstawałam się z nim w ogóle. Pewnego dnia mama obcinała mi włosy. Siedziałam sobie na krzesełku, a mama robiła swoje, gdy podszedł mój brat - trącił mamę a ta skaleczyła mi ucho nożyczkami (niby nie mocno, ale jednak). Wieczór, zabandażowana głowa (żeby opatrunek jakoś się w nocy trzymał), położona do łóżka zasnęłam. Niestety w nocy opatrunek spadł, ucho się rozraziło, a krew poplamiła misia... Mimo wielu "zabiegów pielęgnacyjnych" nie dało się nic zrobić - miś nadawał się jedynie do śmieci. Potok łez i spanie z tą zniszczoną zabawką.
I w tym momencie pojawia się pierwszy miś pluszowy. Prezent od taty - beżowy, wielkości dłoni. Radość wielka, błękitny odchodzi na zasłużoną emeryturę. Ten też nie miał ze mną łatwo - pranie po kąpieli w nocniku, często nosiłam go w zębach (po domu zasuwałam na czworaka więc wolnej ręki nie było). Dziś ten miś ma ponad 18 lat i nadal go mam :).
Następne znaczące misie to prezenty od M.

1. Nie większy od dłoni, brązowy miś - breloczek z literką "K" na brzuszku. Dostałam go... (nie śmiejcie się) na Dzień Dziecka.
2. Prezent świąteczny. Kremowy, sporo większy, ze wstążką na szyi i bursztynowymi oczami - i choć jestem dorosła to go uwielbiam :)
3. Kolejny maleńki miś - breloczek. Uroczy, rodowity Duńczyk (M. z Kopenhagi mi go przywiózł) z muszką pod szyją i w granatowych ogrodniczkach w kratkę

Ach, rozmarzyłam się...

***

No tak... i znów spać nie mogę nie wiedzieć dlaczego. Dziś nie śpię od 5, wczoraj spałam 5,5 godz., a parę dni temu nie spałam do 5 (same piątki, co to za zbieżność...?) i nie kryję, że zmęczona jestem i zaczyna to być widać, zarówno po moim wyglądzie (wczoraj brat pytał czy chora nie jestem, bo kolor mam dziwny), jak i zachowaniu - wszystko mnie drażni, co konfliktom sprzyja. Dziś kręcąc się w łóżku obudziłam M. a gdy ten zapytał co się dzieje (w sensie dlaczego się tak wiercę)stwierdziłam, że mogę spać gdzie indziej jak Mu nie pasuje - wzięłam koc i poszłam na fotel - sama siebie nie lubię za takie sceny, rzadko mi się zdarzają, ale jednak...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz