8 lipca 2011

Piękną mamy jesień tego lata trzeba przyznać... O spacerkach, czy załatwianiu czegokolwiek sama od jakiegoś czasu mogę zapomnieć. Zimno mokro i w ogóle fuj...- gdzie to lato się pytam?! - słońca zdecydowany niedosyt.

Z dedykacją dla cioci Salanee :)
Z pola bitwy dawno nic nie było także donoszę, iż terapię nadal "ciągnę".  Ostatnio nastąpił nawet mały zwrot akcji. Podobno widać już we mnie duże zmiany - zaczynam stawiać granice. Jeszcze niedawno zgadzałam się ze wszystkim co się do mnie mówiło, nawet jeśli mi to nie pasowało. Dziś (jeszcze nie zawsze, ale jednak) potrafię powiedzieć "nie" wtedy kiedy coś jest nie po mojej myśli. Terapeutka mówi, że stawiam już granice nawet jej, co podobno jest dużym krokiem do przodu. Podając przykład: dobrym na mnie sposobem okazało się pisanie listów, niezależnie jaką kwestię przerabiam aktualnie. Co do tych listów, nie jestem ograniczona czasowo, jeśli coś napiszę to zgłaszam, że coś mam i wtedy nad tym pracujemy. I tak właśnie 2 tygodnie temu zapytała mnie czy czytamy listy, na co ja odpowiedziałam, że mam co prawda coś napisane i chcę to przeczytać, ale nie dziś - taki przykład został mi właśnie podany.
Kolejną sprawą są moje łzy (dla nie wtajemniczonych nie płaczę nawet jeśli mi się chce - taka blokada, nie wdając się w szczegóły). Padła propozycja, żebym już zaczęła terapię dla DDA w grupie, bo akurat kwestii łez nie poruszę jeśli nie zacznę od problemu w zalążku, czyli dzieciństwa z ojcem-alkoholikiem właśnie. Dostałam tydzień na przemyślenie sprawy i w poniedziałek będę wiedzieć już coś więcej. Jestem już zdecydowana - chcę pójść na tą grupę. Nie powiem, że nie mam pietra, bo mam zwłaszcza, że nie umiem się otwierać przed ludźmi tak po prostu (to może dziwne, ale tu na blogu jest mi łatwiej, najprawdopodobniej dlatego, że nie jest to bezpośredni kontakt i zwyczajnie Was nie widzę) potrzebuję czasu na adaptację, zanim sama z siebie powiem co mi przysłowiowo na serduchu leży. Tu  też podobno jest zmiana - na terapii jestem śmielsza i bywa, że sama z czymś "wyskoczę" a co za tym idzie nie wszytko trzeba ze mnie wyciągać - aż dziw, że zajęło to aż tyle czasu (od niespełna 8 miesięcy na tą terapię chodzę przecież) to wydaje się być bardzo długo i w związku z tym czuję się dziwna tzn. ludzie radzą sobie z problemami sami, albo szybko a ja... ech...


***

O Matyldo - jaki ten nowy blogger dziwny...  Ciężko się połapać...

4 komentarze:

  1. Kala ludzie wcale nie radzą sobie tak łatwo, uwierz mi. Ja sama kiedyś uważałam się za babę nie dozłamania, a w tej chwili leczę się na depresję jużpiąty miesiąc :( Ja teżtak mam, że na blogu jakoś łatwiej i tu można stworzyćtaką dogodną atmosferę i zostawić wszystkie smutki za progiem...w życiu niestety ciężko.
    Cieszę się, że terapia pomaga...na te spotkania DDA idź koniecznie, mam znajomych którym to życie odmieniło.

    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  2. cieszę się że jest Ci coraz lepiej:) Trzymam kciuki żeby było jeszcze lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piekna macie jesien tego lata ;) to prawda hehe ale super to ujelas hehehe

    Buziak wielki i dbaj o siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szyszka!!! Kask pierwsza klasa. Teraz żaden upadek, czy też kamień wypadający spod koła ci nie straszny! Moja Amelka na pewno weźmie z ciebie przykład. Brakuje ci jeszcze rękawiczek rowerowych, żeby rączki nie ślizgały się po kierownicy. Na pewno w przyszłości nadrobisz :)

    Kala, wzorowa siostra :)
    U nas wczoraj pogoda była, a dzisiaj coś się niebo buntuje. Ja mu dam!

    Pozdrawiam i buziam i nie daj się i.. no! :)

    OdpowiedzUsuń