26 kwietnia 2011
Święta, święta i już po - na szczęście.
Etykiety:
codziennie,
iście świątecznie
Niby tylko parę dni... niby nic... niby powinno być miło, rodzinnie... Jessu... - jak ja nie cierpię świąt, jak drażni mnie sztuczne zachowanie mojej matki w tym czasie. Ogólnie święta "w moim domu" wyglądają tak, że jest co prawda lepsze jedzenie, ale na tym koniec. Z resztą co jak co, ale wg. mnie jedzenie w momentach świątecznych nie jest ważne. Śniadanie zjedzone tak po prostu, bez życzeń czy rozmowy jakiejkolwiek a potem każdy sobie - "do swego kąta marsz, zająć się sobą". Z jednej strony mi to pasuje. Lubię ten czas gdy mogę posiedzieć sobie w spokoju z książką, wziąć do ręki ołówek i narysować coś ot tak - spontanicznie, nie musząc jednocześnie choć przez moment myśleć o problemach. Z drugiej strony jednak szkoda, że te święta są takie "nie świąteczne" - nie rozdrabniając się w tej kwestii chyba właśnie dlatego nie lubię świąt - fałsz aż kipi, a rodzinność gdzieś się ulatnia. Najbardziej w tym wszystkim szkoda mi chłopców - wg. tych dzieci świąteczna atmosfera = przygotowywanie jedzenia i to, że nie idą w tym czasie do szkoły niestety nic poza tym. Ja sama wierzę, że jeszcze kiedyś święta będą takie jak bym chciała - ciepłe i rodzinne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ja też nie lubię świąt
OdpowiedzUsuńAle u Ciebie coreczko czekoladowo..........
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cie serdecznie
Rozumiem Twoją frustrację, nie przejmuj się - na pewno jeszcze przyjdą takie Święta, pełne radości i ciepła. Może warto pomyśleć o szczerej rozmowie z mamą? Po prostu powiedzieć, że tego brakuje, że potrzebujecie spędzić ten czas bardziej rodzinnie? Łatwo czasem takie rzeczy przeoczyć, mimo że są takie ważne... Pozdrawiam serdecznie! :)
OdpowiedzUsuń